Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Wiesław Biernat

Ks. Wiesław Biernat pracuje w Boliwii od 1993 roku w Aiquile, w miasteczku, które w czerwcu zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi. O tym właśnie wydarzeniu wspomina niniejszym liście 
Aiquile, 17 września 1998r. 
 DRODZY PRZYJACIELE MISJI! 
 
List ten piszę z Aiquile, z miejsca, w którym pracuję od 5 lat. Ludzie, a wraz z nimi i my, doświadczyliśmy czym jest mocne trzęsienie ziemi. Tragedia ta, wydarzyła się o godz. 12.30 w nocy z 21 na 22 maja, o sile 6.8 w skali Richtera i była jednym z najsilniejszych trzęsień ziemi.
 
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że Aiquile jest położone w strefie sejsmicznej. To ostatnie trzęsienie było już trzecim w tym wieku i przeszło do historii jako trzęsienie stulecia, ponieważ było najmocniejsze i najbardziej tragiczne w skutkach. Stało się tak, ponieważ po ostatnim trzęsieniu, które miało miejsce w 1958 r., a więc 40 lat temu, nie poczyniono żadnych starań, by wybudować domy z materiału odpornego na wstrząsy. W wyniku tego karygodnego zaniedbania straciło życie wiele istot ludzkich. Jak do tego doszło?
 
Otóż po uroczystościach Wniebowstąpienia Pańskiego nasi wierni przeżyli coś, co chyba będzie towarzyszyć ludziom przy końcu świata. Nie wiem, jak to wówczas będą przeżywać ludzie, ale wiem na pewno, że to, co przeżyli nasi parafianie w chwilach trzęsienia ziemi było straszne i kojarzy się z czymś najbardziej tragicznym, co może przeżyć człowiek na ziemi. Wszystko zdarzyło się w nocy, kiedy ludzie spali. Ta noc była wyjątkowa. Słyszałem, że niektórzy nie mogli zasnąć, było duszno i jakoś dziwnie, tak jakby było czuć w powietrzu nadchodzącą katastrofę. Tak też się stało, po północy zatrzęsło, jakby chciało ostrzec. Należy to jednak do normalnych zjawisk ziemi w tym rejonie. Prawie nikt nie potraktował tego ostrzeżenia poważnie, ponieważ ziemia w Aiquile lekko trzęsła się wiele razy. Ci, co wyszli na ulicę, wrócili z powrotem do domu, by kontynuować odpoczynek. Nie trzeba było czekać długo. Za ok. 12 min. przyszło zasadnicze trzęsienie ziemi, które trwało jakieś 30 sekund i powtórzyło się parę razy tej nocy. To mało czasu, ale wystarczyło, żeby obrócić w gruzy Aiquile i uśmiercić ponad 60 osób. Tym, którzy próbują opisać co zaszło w trakcie trzęsienia ziemi, często brak słów, by to wyrazić. Na pewno wszystkim towarzyszył ogromny lęk i głuchy łomot ziemi, która tak się trzęsła, że starsze osoby nie mogły o własnych siłach utrzymać się na nogach. Matki w panice biegały, nie wiedząc, co począć. Niektóre zdążyły wynieść z domu swoje zaspane dzieci, inne nie. Dało się słyszeć krzyk rozpaczy i szept modlitw ludzi błagających Boga o zmiłowanie. W jednym momencie zgasło światło i w powietrzu uniosły się kłęby pyłu z burzących się domów i murów, zbudowanych z suszonej gliny, które nie wytrzymały takich wstrząsów. W wyniku tak straszliwego zjawiska ludzie tracili orientację. Na przykład jeden ministrant ze szkoły średniej wyskoczył ze swojego domu na ulicę i ściana przeciwległego domu przygniotła go śmiertelnie, natomiast jego dom się nie zawalił. Inny przykład: nasza sąsiadka wstała z łóżka, by uciekać i zginęła. Łóżko zostało tylko przyprószone pyłem. Takich tragicznych wypadków było wiele. Nie sposób wszystkie opisać. Dosyć wspomnieć, że ludzie zostali zaskoczeni i nie mogli nic zrobić, aby ustrzec się przed śmiercią. W wielu przypadkach stracili wszystko, nawet wiarę w życie i nadzieję, że wszystko kiedyś wróci do normalności.
 
Może nie jest to jedyne miejsce na ziemi doświadczone takim kataklizmem, ale dla mnie pozostanie takim, ponieważ dotyczy mnie i moich parafian. Podobnie dzieje się z ludźmi, którzy tracą swoich bliskich. Każdego dnia ktoś umiera i nie wywiera to na nas większego wrażenie. Jeżeli natomiast umiera bliska nam osoba, to wraz z nią odchodzi część naszej osoby. Wtedy nas boli i zadajemy sobie mnóstwo pytań związanych z sensem naszego życia i naszej pracy.
 
Aiquile przeżyło swój "dzień sądu" w dniu, w którym Jezus wstępował do nieba. Wraz z Nim poszło tam przeszło 60 osób, w tym ponad 20 dzieci. Być może przez swoją niewinność ta ofiara, którą złożyli Aiquileńczycy stała się miłą Panu i przyniesie owoc licznych nawróceń oraz sprawi, że życie tych, którzy przeżyli stanie się bardziej godne dzieci Bożych.
 
Nie brak komentarzy, że to nieszczęście było karą Bożą za grzechy. Najłatwiej jest szukać prostych rozwiązań i winą obarczać Kogoś - w tym przypadku Pana Boga. W konsekwencji ludzie rozgoryczeni i cierpiący pytali: Dlaczego Bóg nam to uczynił? Dlaczego nas ukarał? Dlaczego dopuścił, by została zburzona świątynia z czasów kolonialnych o przeszło 200-letniej historii? Dlaczego świątynie protestanckie zostały nienaruszone? Ludzie przyjmujący ten tok myślowy gubili się i nie wiedzieli, co począć. Nasze przepowiadanie w pierwszych dniach po trzęsieniu ziemi pomagało ludziom spojrzeć na Boga, jako na dobrego Ojca, który nas bardzo kocha, jest miłosierny i nie czyha na nasze życie, ale raczej jest cierpliwy wobec nas i wciąż szuka sposobu, aby grzesznicy pojednali się z Nim, a wszyscy żyli w szczęściu i pokoju. On nic nie czyni na siłę w sposób brutalny i gwałtowny. Trzęsienie ziemi natomiast jest zjawiskiem naturalnym, które od czasu do czasu nawiedza różne zakątki kuli ziemskiej. Jest świadectwem, że ziemia wciąż "żyje" i kształtuje się. W ten sposób usiłowaliśmy siać ziarno Słowa Bożego w skołatanych, niepewnych jutra i bardzo wystraszonych sercach ludzkich. I muszę przyznać, że po paru miesiącach dostrzega się wyraźne rezultaty działania łaski Bożej. Ludzie żyją już spokojniej, w rozmowach więcej pojawia się nadziei na lepszą przyszłość. Niektórzy z tych, co uciekli do większych miast po trzęsieniu ziemi teraz wraca z nadzieją, że życie stanie się znowu normalne. Są już tacy, którzy budują nowe domy albo reperują stare, popękane w czasie wstrząsów. Wszystko to świadczy, że ludzie powoli odzyskują te wartości, które zostały zagubione podczas tragedii. I chociaż jeszcze tak wiele brakuje, żeby to spokojne miasteczko boliwijskie mogło normalnie funkcjonować, to można już zauważyć, że w niezbadanych wyrokach Boskiej Opatrzności ta tragedia prowadzi do duchowego i materialnego odnowienia, do "wiosny", której z utęsknieniem oczekujemy. 
 
ks. Wiesław Biernat 
 Boliwia 
Głoście Ewangelię 4(1998), s. 29-31.