Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Elżbieta Wryk

Pani Elżbieta Wryk przebywa w Republice Środkowoafrykańskiej od 1998 roku i jest jedną z dwóch osób świeckich z naszej diecezji, które pracują w Afryce. W swoim liście opisuje swój ostatni rok pracy oraz kreśli obraz misji w Baboua, gdzie powstaje „tarnowski” projekt szkoły dla formacji katechistów.

Bohong, kwiecień 2000r. 

Drodzy Czytelnicy, 

        Nad wyraz szybko dobiega mój trzeci rok pracy w Republice Środkowoafrykańskiej. Sama jestem zdziwiona, jak to szybko zleciało, wspominając niekończące się dni pierwszego roku. Mogę powiedzieć po tym czasie, że jest mi tu coraz lepiej! Dowodzi to, iż w tym nieznanym i obcym gąszczu klimatyczno - językowo - zwyczajowym poznałam kilka ścieżek. Niektóre pokazali mi inni, niektóre trzeba było samej „przecinać” z większym lub mniejszym wysiłkiem. Język sango ze swoimi sylabowymi wyrazami brzmi już dosyć swojsko. Jeżeli na jakieś moje pytanie słyszę zawiłą odpowiedź to znaczy, że rozmówca robi wszystko, żebym go nie rozumiała więc naiwnością jest prośba o powtórzenie. Wiem też, że nie należy się pytać mamy oczekującej dziecka, kiedy będzie rozwiązanie - zawsze odpowie „nie wiem”. Ale nie oznacza to ignorancji tylko troskę o dziecko, o którym według zwyczaju przed urodzeniem lepiej nie mówić wiele obcym. Jest dużo takich rzeczy, o których już wiem, a jeszcze więcej takich, o których nie wiem.

        Ten rok byłam w Bohong, gdzie pracowałam z włoskimi siostrami w szkole dla dziewcząt. Po dwuletnim doświadczeniu z siostrami francuskimi nauczyłam się czegoś nowego. Każda misja ma swoją specyfikę pracy, którą dyktuje środowisko, a pozwalają realizować środki, których według tutejszych potrzeb zawsze będzie zbyt mało.

        Pobyt w Bohong to „przystanek” na drodze do Baboua, gdzie rozpocznę pracę po wakacjach. Baboua to misja położona na zachodzie Republiki Środkowooafrykańskiej przy granicy z Kamerunem, na której od ponad dwóch lat pracują dwaj księża z naszej diecezji: ks. Marek Mastalski i ks. Jerzy Bubułka. Powierzchniowo jest największa w diecezji Bouar, a dla lepszego porównania - dorównuje diecezji tarnowskiej. Oczywiście ludności jest o wiele mniej, bo cała Rep. Środkowoafrykańska liczy ok. 4 mln mieszkańców. Wszystkich katolików jest tam ok. 2000, są oni skupieni w Baboua i 30 wioskach, z których najdalsza leży 200 km od misji, a dojazd do niej zajmuje ok. 8 godzin. Jak więc wygląda praca ewangelizacyjna w takich warunkach? Księża dojeżdżają do wiosek zaledwie kilka razy w roku, a przez resztę czasu za życie małych wspólnot odpowiedzialni są katechiści. To oni uczą zasad wiary, przygotowują chętnych do sakramentów, zwołują na modlitwy i niedzielną Liturgię Słowa, godzą zwaśnionych, a przede wszystkim swoim przykładem życia rodzinnego dają świadectwo o Jezusie i Jego Ewangelii. Czy zawsze jest to świadectwo pozytywne i budujące? No cóż, tu jest tak jak wszędzie – każdy z nas zmaga się ze słabością i grzechem i ciągle potrzebuje umocnienia łaską Bożą i dobrą radą bliźniego.

        Właśnie dla umocnienia katechistów z Baboua rozpoczną się w przyszłym roku kilkumiesięczne sesje formacyjne. Na jedną sesję możemy przyjąć 6 rodzin. Aby objąć wszystkie 30 rodzin katechistów, potrzebujemy prawie 3 lata, bo sesje można prowadzić tylko w porze suchej od października do kwietnia. Pora deszczowa to czas ciężkiej pracy w polu. Oprócz nauki katechizmowej przewidziane są też wykłady na tematy rodziny i małżeństwa, higieny i troski o zdrowie, prawidłowego żywienia dzieci, a także nauka kroju i szycia. Część zajęć przeznaczoną dla kobiet i dzieci będę prowadzić razem z Zosią Bieryt - pielęgniarką pochodzącą z Obidzy. Na razie jest ona na kursie języka francuskiego i jeszcze dobrze nie wie, co ją tu czeka, ale nie ma też powodów do niepokoju. Wraz z jej przyjazdem skończy się moje osamotnienie, bo jakkolwiek braci - Polaków mam tu dużo, to siostry w całym RCA ani jednej. Czekam więc na nią z radością, ale dla większej pewności pojadę po nią do Polski i po wakacjach wrócimy tu razem.

        Już teraz polecamy się Waszym modlitwom i pamięci, proście Ducha Świętego, aby przez nasze słowa, pracę i modlitwy przybliżyło się do tutejszych ludzi Królestwo Boże.

        Pozdrawiam Wszystkich gorąco

Ela Wryk - Rep. Środkowoafrykańska
Głoście Ewangelię 3(2000), s. 25 – 27.