Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Problemy dzieci i młodzieży w Rep. Środkowoafrykańskiej (1)

Ks. Bronisław Kowalik podjął pracę misyjną w Republice Środkowoafrykańskiej w 1994 roku. Do dnia dzisiejszego zdołał dobrze poznać problemy dzieci i młodych tego kraju. Prezentujemy pierwszą część jego listu na ten temat. 

DRODZY PRZYJACIELE MISJI!

            W czasie urlopu byłem zasypywany pytaniami na temat życia dzieci i młodzieży w Rep. Środkowoafrykańskiej. W niniejszym liście pragnę odpowiedzieć na te pytania, posługując się materiałami opracowanymi przez dra Fr. Banyombo, profesora socjologii na uniwersytecie w Bangui.

            Republika Środkowoafrykańska jest krajem ludzi młodych. Aż 60% ludności nie ukończyło jeszcze 21 roku życia, a dzieci do lat 15 stanowią aż 43% populacji. Na oświatę i wychowanie kraje bogate przeznaczają olbrzymie sumy. Republika Środkowoafrykańska to kraj biedny, dodatkowo jeszcze niszczony przez korupcję, rebelie wojskowe; dzieci i młodzież nie mają możliwości pełnego rozwoju.

            Podstawowym środowiskiem wychowania i rozwoju każdego dziecka jest rodzina. Rodzina tradycyjna oparta była na wspólnocie klanowej, w sposób niedoskonały, ale spełniała swoje podstawowe zadania. Cały klan był odpowiedzialny za wychowanie. Mężczyźni gromadzili chłopców i przygotowywali ich do życia w społeczeństwie, uczyli sztuki polowania, uprawy ziemi, walki. Starsze kobiety wychowywały dziewczęta. Wszyscy przechodzili inicjację, uroczyście wchodzili w świat ludzi dorosłych. Sieroty, wdowy, starcy mieli zapewnioną opiekę całego klanu, raczej nikt nie umierał z głodu. Zawarcie małżeństwa czy poślubienie kolejnej żony odbywało się za zgodą szefa klanu w obecności wszystkich, co też w pewien sposób zapewniało trwałość małżeństwa i rodziny.

            W ostatnich dziesięcioleciach, również w społeczeństwach afrykańskich, nastąpiły olbrzymie przemiany. Dawne zwyczaje i tradycje zostały zaniechane, życie wiosek i miast nie opiera już się na wspólnocie klanowej. Nastąpił okres pewnej próżni. Dawne przeminęło, a nowy styl życia, wzorowany na społeczeństwach europejskich, jeszcze w pełni się nie przyjął. Młodzież zachłysnęła się źle rozumianą wolnością, odrzuciła tradycyjny model rodziny, a jeszcze nie dojrzała do wymagań etyki chrześcijańskiej. Stąd rozwody, matki samotnie wychowujące dzieci, zamaskowana poligamia tzn. oficjalnie ktoś poślubia jedną żonę, a nieoficjalnie ma jeszcze inne. W tak rozumianej rodzinie łatwo jest urodzić dziecko, a znacznie trudniej wychować.

            W tak chorej rodzinie ma swoje podstawowe źródło olbrzymi problem społeczny - dzieci ulicy. Często pod pojęciem "dzieci ulicy" rozumie się dzieci, które nie mają swojego domu ani bliższej rodziny, ani żadnych opiekunów, a żyją na ulicach większych miast. Nie jest to jednak cała prawda. "Dzieci ulicy" to nie tylko sieroty i porzucone, lecz także dzieci, które mają rodziców i dom, ale z powodu nędzy i głodu wyszły na ulice szukać chleba albo przyszły z wiosek. Niektóre wracają na krótko do swoich domów, nawet pomagają rodzinie, ale do szkoły już nie chodzą i większość czasu spędzają na ulicy.

            W Republice Środkowoafrykańskiej około 25% dzieci i młodzieży w wieku od 9 do 21 lat to "dzieci ulicy". W większych miastach procent ten jest jeszcze wyższy. Bangui - 28%, Bouar - 30%, Berberati - 33%. Aż 87% "dzieci ulicy" stanowią chłopcy, co wynika z racji kulturowych - tradycyjnie mężczyźni są aktywni poza domem, a kobiety raczej są skazane na pozostanie w domu.

            Czym się zajmują? Około 30%, zwłaszcza starsi chłopcy, handlują różnymi drobnymi przedmiotami codziennego użytku (buba ngere): pieczywo, napoje, słodycze, papierosy, artykuły szkolne, drobna odzież. Najmłodsi żebrzą, najstarsi pełnią często rolę przywódców, rozkazują, zapewniają opiekę młodszym, a w zamian za to dostają albo wymuszają odpowiednią część zysku. Jest to również środowisko przestępcze: kradzieże kieszonkowe, włamania do samochodów, wymuszanie okupu od słabszych, szantaż to podstawowe metody zdobycia chleba codziennego. Najstarsi posuwają się nawet do pijaństwa, narkomanii i prostytucji.

            Bracia św. Gabriela - Kandyjczycy prowadzą w Bangui ośrodek pomocy "dzieciom ulicy" (Sara mbi ga zo). W tym celu powstała również fundacja "Voix du coeur" (Głos serca), prowadzona przez świeckich. Niestety, dwa ośrodki, nawet najlepiej prowadzone, to za mało, aby skutecznie pomagać tak licznym dzieciom, do tego żyjącym w wielkiej nędzy materialnej i moralnej.

PROBLEMY DZIECI I MŁODZIEŻY W REPUBLICE ŚRODKOWOAFRYKAŃSKIEJ (2)

            Pisząc o życiu dzieci i młodzieży w Rep. Środkowoafrykańskiej nie można nie napisać o tutejszym szkolnictwie. W czasach kolonialnych, do 1960 roku, nieliczne szkoły funkcjonowały wspaniale, poziom nauczania był wysoki, a najzdolniejsi uczniowie mogli studiować nawet we Francji. Po odzyskaniu niepodległości, w młodym państwie zabrakło funduszy na oświatę. Tragicznym też posunięciem władz (1962r.) za doradą Związku Radzieckiego, była nacjonalizacja szkół. Szkoły w większości prowadzone przez Kościół, przeszły pod opiekę państwa, a ponieważ nie było środków na płace dla nauczycieli ani na konieczne remonty, zamknięto je.

            W okresie rządów Bokassy, dzięki pomocy całego świata, szkoły otwarto, wybudowano wiele nowych, powstał nawet uniwersytet w Bangui. Gdy jednak pomoc zagraniczna zmalała, kryzys powrócił. Sytuację pogorszyły jeszcze zmiany polityczne, ciągła walka o władzę, korupcja, zamieszki. W efekcie od kilkunastu już lat, szkolnictwo pogrążone jest w wielkim kryzysie. Większość dzieci i młodzieży nie ma możliwości kształcenia się. Często powtarzają się tzw. białe lata (l'année blanche), czyli lata, kiedy szkoły są zamknięte. Obecny rok szkolny zapowiada się jako "biały", już koniec listopada, a szkoły ciągle jeszcze są puste.

            W wyniku tak poważnych zaniedbań w edukacji, analfabeci stanowią aż 80% społeczeństwa (73% wśród mężczyzn i 87% wśród kobiet), a 80% ludzi nie zna dobrze języka francuskiego, oficjalnego języka kraju. Życie staje się coraz bardziej trudniejsze, odżywają pogańskie tradycje, powraca wiara w czary, przesądy i inne nierealne moce.

            Trudno też jest ewangelizować taki naród. W wioskach położonych nad Oubangui umiejących czytać jest bardzo mało, jak ich więc katechizować? Komu powierzyć odpowiedzialną rolę katechisty? Jak trafić ze Słowem Bożym do zaniedbanych, nie kochanych przez nikogo "dzieci ulicy"? Są to olbrzymie problemy duszpasterskie.

            Obecnie polityka państwa jest przychylna szkolnictwu prywatnemu, powstają nowe szkoły, przede wszystkim przy pomocy Kościoła. Cieszą się one zaufaniem wszystkich. Bardzo wymownym jest fakt, że osoby wysoko postawione w społeczeństwie (prefekci, dyrektorzy, ministrowie), powierzają swoje dzieci tym szkołom. W ubiegłym roku również w naszej parafii, w wiosce Sabongo powstała nowa szkoła podstawowa, jakby półprywatna. W budowę tej szkoły zaangażowała się s. Maria, włoska siostra zakonna, która zdobyła na to fundusze, a także proboszcz ks. Marek Muszyński. Zamiarem fundatorów było oddanie szkoły państwu, odbyło się nawet uroczyste otwarcie i przekazanie z udziałem przedstawicieli ministerstwa oświaty. Szkoła ta ciągle jest utrzymywana przez siostry, one opłacają nauczycieli i kupują konieczne pomoce dydaktyczne. Gdyby zabrakło tej pomocy, na pewno byłaby już zamknięta. Państwo nie jest zdolne nawet przyjąć takiego daru.

            Od kilku już lat w okresie wakacji, kiedy sale katechetyczne są wolne, organizujemy w Bimbo kursy dla dzieci i młodzieży – trzy miesięczną mini szkołę. Zajęcia prowadzą katechiści i młodzież studiująca z parafii. W roku 1998 z kursu skorzystało 153 osoby. Prowadzone są też różne formy dokształcania dla dorosłych, np. w naszej misji siostry kombonianki prowadzą przez cały rok szkolny kurs szycia.

            Pozytywnym znakiem, pewną nadzieją na przyszłość, jest olbrzymi głód wiedzy, chęć uczenia się w każdy dostępny sposób. Są i tacy, nawet w Bimbo, którzy za cenę wielkich cierpień i wyrzeczeń, wyjeżdżają za granicę aby się kształcić.

            Rok obecny i przyszły to lata wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Wielu pociesza się, że nastąpią też zmiany w sposobie rządzenia, że więcej uwagi zostanie poświęcone nowej państwowej edukacji narodowej. Może te nadzieje się spełnią. Kościół wierzy, że prawda prowadzi do Boga, dlatego zawsze był mecenasem nauki, zwłaszcza w krajach misyjnych, w krajach trzeciego świata, gdzie ten mecenat jest konieczny.

 

ks. Bronisław Kowalik
Rep. Środkowoafrykańska
Głoście Ewangelię 2(1999), s. 12-14.
Głoście Ewangelię 3(1999), s. 9-11.