Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Ryszard Zieliński

 Ks. Leszek Zieliński pracuje jako misjonarz w Republice Środkowoafrykańskiej od jesieni 2012 roku. Swój pobyt na afrykańskiej ziemi zaczął od trudnych chwil naznaczonych niepokojem, konfliktem i rebelią. Pisze o tym w swoim liście.

 
Baboua, 30 kwietnia 2014 r.
 
Drodzy Przyjaciele!
Przesyłam Wam serdeczne pozdrowienia z Republiki Środkowoafrykańskiej, z kraju pogrążonego w konflikcie wojennym. Już od dwóch lat posługuję w tym misyjnym zakątku ziemi, w misji w Baboua. Wraz z ks. Mateuszem Dziedzicem, pomimo wojny i trudności, głosimy słowo Boże, sprawujemy sakramenty, staramy się nieść nadzieję ludziom, pośród których żyjemy i pracujemy. Jak zapewne wiecie w Republice Środkowoafrykańskiej toczy się konflikt polityczny i militarny. Zwykli ludzie nie chcą wojny, pragną pokoju, chcą normalnie żyć. Na misji w Baboua kilkakrotnie przetoczyły się działania wojenne. Widok przerażonych, uciekających ludzi budzi przygnębienie i ściska za serce. Wiele misji katolickich stało się miejscem schronienia dla wielu ludzi, bez względu na wyznawaną religię. Tak też było na naszej misji.
 
Ludzie mieszkający w Baboua to wyznawcy różnych religii: są wśród nich muzułmanie oraz wyznawcy tradycyjnych religii afrykańskich, a także chrześcijanie różnych wyznań – luterianie, baptyści, katolicy i inni. Na początku, kiedy przyjechałem do Baboua, tuż przed wybuchem wojny, byłem zachwycony tym, że pomimo tak zróżnicowanych grup społecznych i religijnych, panuje tutaj zgoda i względna harmonia, że ludzie potrafią żyć obok siebie bezkonfliktowo i nikt nie jest dyskryminowany z powodu wyznawanej wiary. To się jednak zmieniło z chwilą przybycia do Baboua muzułmańskich rebeliantów, którzy oszczędzali swoich współwyznawców, a wobec ludności niemuzułmańskiej byli agresywni, często okradając i niszcząc ich domy. Wiele razy ludzie z Baboua musieli uciekać przed różnymi uzbrojonymi grupami rebeliantów. Chronili się gdzieś na polach, w buszu, a niejednokrotnie na naszej misji. Często przynosili do nas swoje rzeczy: ubrania, przedmioty codziennego użytku, prosząc o ich przechowanie. Bali się, że rebelianci mogą im to ukraść. Pomagaliśmy każdemu, kto pojawił się w drzwiach naszego domu. Ludzie, którzy w chwili zagrożenia chronili się na naszej misji, otrzymywali pomoc: dach nad głowa, wodę, pożywienie, lekarstwa.
 
Po kilku miesiącach wojny sytuacja się odmieniła. Rebelianci stracili przewagę, miejscowa ludność chwyciła za broń, byli wśród nich także chrześcijanie. Ludzie, owładnięci chęcią zemsty, zaczęli swoją złość i nienawiść wyładowywać wobec ludności muzułmańskiej. Tak jak wcześniej ginęli chrześcijanie, tak teraz śmierć dotknęła wielu muzułmanów.
Mieszkający w Baboua muzułmanie również musieli uciekać, aby ratować swoje życie. Opuszczali swoje domy, by szukać schronienia poza granicami kraju. Wielu z nich prosiło nas o pomoc. Kilkakrotnie ja lub ks. Mateusz zawoziliśmy muzułmanów do pobliskiego Kamerunu, niektórzy nocowali u nas, by później kontynuować swoją podróż.  Tym, którzy schronili się w buszu, wysyłaliśmy paczki z żywnością i lekarstwami, o które prosili. Muzułmanie, będąc w zagrożeniu, nie odczuwali wobec nas misjonarzy jakiegoś lęku czy nieufności, przychodzili, prosili o pomoc, wiedzieli, że można nam zaufać, że biali misjonarze to ludzie pokoju.
 
Już we wrześniu 2013 roku z różnych regionów kraju dochodziły do nas informacje o tym, że dochodzi do pierwszych starć miedzy muzułmanami i chrześcijanami. Przy różnych spotkaniach i przede wszystkim podczas niedzielnych kazań tłumaczyliśmy ludziom i prosiliśmy, aby chrześcijanie nie dali się wciągnąć w walkę przeciwko ludności muzułmańskiej, by przebaczenie i ewangeliczna miłość nieprzyjaciół przezwyciężyły nienawiść. Dziś z satysfakcją mogę napisać, że nasi chrześcijanie z Baboua nie chwycili za broń przeciwko swoim muzułmańskim sąsiadom. Przyszli, niestety, inni i dlatego, jak już wspomniałem, muzułmanie musieli uciekać z Baboua. Myślę, że pięknym przykładem tego, że głoszone słowo Boże dociera do ludzkich serc jest to, iż pomimo doznawanych krzywd i upokorzeń ze strony muzułmańskich rebeliantów, katolicy z Baboua byli w stanie pomagać muzułmanom, z którymi mieszkali na co dzień. Gdy muzułmanie w popłochu opuścili swoje domy, katolicy pozbierali ich rzeczy i przynieśli na przechowanie do nas, na teren misji, z nadzieją, że ich sąsiedzi kiedyś po nie wrócą.
 
Dzięki temu, że wszyscy misjonarze pracujący w Republice Środkowoafrykańskiej zostali na swoich misjach, ludzie nie czuli się opuszczeni czy zapomnieni. Są nam wdzięczni, a nasza obecność daje im nadzieję, że nie wszystko stracone, że jest ktoś kto naprawdę chce ich dobra.
 
Kończąc ten list, serdecznie dziękuję tym, którzy o nas pamiętają i przede wszystkim za nas się modlą. Dzięki tej modlitwie udało się nam uniknąć wielu niebezpieczeństw.
 
Z misyjnym pozdrowieniem
Ks. Leszek Zieliński
Rep. Środkowoafrykańska
Misje Dzisiaj (2014)4, I-II.