Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Krzysztof Mikołajczyk

 Ks. Krzysztof Mikołajczyk nawiązuje w swoim liście do sytuacji w Republice Środkowoafrykańskiej spowodowanej przez rebelię. Sytuacja ta właściwie nie zmienia się, a jeśli tak, to na gorsze. Jest jednak nadzieja, że obecność od pierwszych dni grudnia wojsk francuskich zmieni ją na lepsze.

 
Bimbo, 10 grudnia 2013 r.

+ Niech Pan Jezus będzie pochwalonym!

Dzięki za pamięć i zainteresowanie naszą sytuacją.
Cóż, jak już wiecie, sytuacja u nas nie jest najciekawsza i to już trwa prawie rok, bo na Boże Narodzenie 2012 muzułmańska SELEKA zaczęła swoją inwazję na północy kraju. Największe problemy rozpoczęły się po zajęciu przez SELEKĘ stolicy kraju w kwietniu tego roku. Były akty przemocy, gwałty, zabijanie dzieci na oczach rodziców, grabieże mienia (zresztą i tak bardzo ubogiego) i wywożenie go do Czadu na również zagrabionych samochodach. Czego nie wywieźli, można było odkupić (swoją własność!) na rynku w butikach, oczywiście muzułmańskich.
 
Najbardziej interesujące jest to, że niszczono wszelkie dokumenty w urzędach państwowych, takie jak księgi urodzin, ewidencje ludności, nawet księgi parafialne, po co? Spalono wiele kościołów i szkół chrześcijańskich. Wiele misji katolickich i protestanckich zostało opuszczonych przez misjonarzy po groźbach, że „nie pożyjecie tu długo, teraz nasza kolej”, a co się z tym wiąże, zamarły szkoły i ośrodki zdrowia, prowadzone przy misjach.
 
W maju, na jakiś czas, trochę się uspokoiło, ale z powszechną obecnością najeźdźcy we wszelkich możliwych miejscach (kilku ministrów w nowym rządzie to Czadyjczycy, którzy tuż przed zajęciem stołka ministerialnego dostali obywatelstwo w napadniętym przez nich kraju, niektórzy z nich nie znają ani sango, ani francuskiego tylko arabski i do kontaktu z nimi potrzeba tłumacza!
 
Ponieważ funkcjonariusze państwowi nie byli płaceni od kilku miesięcy, szkoły państwowe nie funkcjonują (jedynie nieliczne prywatne: katolickie i protestanckie rozpoczęły rok szkolny), wyjście do pola wiązało się często z aktami przemocy, a nawet śmiercią, zaś apele do samozwańczego prezydenta nie przynosiły efektu, ludzie postanowili na własną rękę wymierzać sprawiedliwość (grupy uzbrojone w maczety tzw. ANTYBALAKAS). Wiadomo, że wszystko zło, które ich spotkało, mechanicznie łączyli i nadal łączą z islamem, bo SELEKA jest muzułmańska i kilka razy padło ze strony nowych władz stwierdzenie, że zrobimy z Republiki Środkowoafrykańskiej republikę muzułmańską. Zaczęto więc stosować prawo odwetu. W wielu miejscowościach niszczono wszystko co muzułmańskie, mówiąc, że takiego porządku nie chcemy.
 
Największy ruch antymuzułmański rozpoczął się miesiąc temu. Nie pomagają apele biskupów o pokój, nikt już teraz nikogo nie chce słuchać, ludzie mają dość tej sytuacji. Na każdej z naszych misji mamy uciekinierów ze stolicy, nawet po kilkanaście tysięcy (np. w misji św. Jana Bosco de Damala, u karmelitów w Bimbo, czy w misji św. Pawła przy siedzibie biskupa itd.). Na lotnisku w Bangui jest ich nawet do kilkudziesięciu tysięcy. Wczoraj po spotkaniu arcybiskupa z imamem i pastorem protestanckim w parafii św. Jakuba, był silny atak na imama i osoby mu towarzyszące, wśród których rozpoznano jednego z krwawych dowódców SELEKI. Atakowano przy pomocy kamieni. Tylko dzięki interwencji sił FOMAC (żołnierze z sąsiednich krajów afrykańskich) udało się uchronić życie zebranych (notabene, Francuzi przyjechali, popatrzyli i odjechali, nie interweniując. Stwierdzili, że osoby nie są uzbrojone, a oni tu przyjechali tylko po to, aby rozbrajać). Miejmy nadzieję, że ich interwencja będzie jednak bardziej skuteczna i pomoże przywrócić pokój.
 
Zwykli ludzie nie potrzebują za bardzo wielkiej polityki, oni chcą bezpiecznie iść do pola, do szkoły i mieć choćby minimum opieki zdrowotnej. Do tego czasu chrześcijanie i muzułmanie współżyli z sobą pokojowo i nie przeszkadzali sobie,  szanując swoje święta i tradycje (tak było w mojej parafii i wiem, że w innych miejscach również). Kto i dlaczego miał potrzebę to zepsuć?
 
Co robimy? To co zawsze. Głosimy Słowo Boże, wzywamy do pokoju i przebaczenia nawet naszym najeźdźcom, a teraz pomagamy w miarę możliwości tym, którzy tego potrzebują. W innych misjach podobnie. U nas w Bimbo mamy od ponad tygodnia gości z misji w Bagandou, przyjechali zrobić zwykłe zakupy i odebrać z lotniska jedną naszą tarnowską wolontariuszkę, która powróciła do pracy w szpitalu. No i zostali u nas, bo wyjechać, jak na  razie, nie mogą. Tak więc więcej nas niż zwykle. Pozdrawiam serdecznie i pamiętam w modlitwie.
Ks. Krzysztof Mikołajczyk
Rep. Środkowoafrykańska
Głoście Ewangelię (2014)1, 8-9.