Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Mieczysław Pająk

Ks. Mieczysław Pająk jest proboszczem w Bagandou od kilku lat. W swoim liście opisuje szczegóły styczniowej wizyty Biskupa Tarnowskiego w swojej parafii.  

Bagandou, 22 stycznia 2009 r.

Drodzy Czytelnicy,  

Dla Afrykańczyków ksiądz biskup, to ktoś dużo więcej niźli ksiądz, którego mają tutaj na co dzień. A że jest tak naprawdę, to przekonałem się, obserwując zaangażowanie parafian w przygotowaniu do przyjazdu ks. bp Wiktora Skworca na misję katolicką w Bagandou. Jak widać, list ten chcę poświęcić odwiedzinom biskupa Wiktora w skromnych progach naszej misji.

Kiedy zapowiadałem trzy tygodnie wcześniej przyjazd biskupa Wiktora, nie zauważyłem szczególnego zainteresowania. Zapomniałem jednak dodać, że nie jest to ks. Krzysztof Czermak, którego już znali, gdyż był tutaj dwa razy, rozumiał ich mowę, przemawiał i odprawiał dla nich mszę św. w sango, w ich języku. Dlatego też wieść o trzeciej wizycie szefa od spraw misji nie była dla nich zaskoczeniem. Spostrzegłszy jednak mój brak precyzji w ogłoszeniach (używałem słowa monseigneur, którego w języku francuskim używa się zarówno na określenie biskupa, jak i prałata), szybko sprostowałem, że przybywający gość to nie „monseigneur” Krzysztof, ale prawdziwy biskup. To ożywiło znacząco ich leniwe afrykańskie reakcje, bo od razu pojawili się tacy, którzy szukali sposobu, jak by się przyczynić do godnego powitania biskupa. Gdy zapytałem ich, co chcą ofiarować biskupowi jako swój totem, najbardziej charakterystyczny dla nich symbol, zaczęli mi wymieniać: a może taki nóż, a może taką maczetę, a może broń, której używali nasi ojcowie w walkach plemiennych?

Na dwa tygodnie przed przylotem Księdza Biskupa, szef jednej z dzielnic naszej wioski uciął na swoim polu niebywały okaz ananasa – wybryk natury, którego tutaj nikt, jak żyje, nie widział. Był to jeden wielki ananas rozdzielony na 99 malutkich ananasików zrośniętych w jedno. Nieco żałowałem, bo można by było go ofiarować jako coś niebywałego, na podobieństwo naszego olbrzymiego słonecznika. Niestety owoc dojrzał przed czasem i trzeba było go napocząć wcześniej. Ksiądz biskup ananasa nie zobaczył, ale za to mógł podziwiać wspaniałą procesję z darami, przedstawienie w wydaniu godnym tak wielkiego gościa. Cała niemal katolicka czarna brać przychodząc do kościoła wystarała się o przeróżne dary w naturze, bo na takie każdego stać: były banany we wszystkich możliwych postaciach, maniok, kura, ale przede wszystkim rosły świniak, który sporo kosztował miejscową wspólnotę. Długi korowód z tańcem kościelnych tancerek trwał i trwał, aż zauważyłem normalny odruch białego człowieka – Biskup spojrzał na zegarek i pewno w duchu zapytał: a kiedyż ta dziwna ceremonia się skończy?

Temu wszystkiemu przyglądały się z uśmiechem i podziwem na twarzach osoby towarzyszące naszemu Pasterzowi: kapelan ks. Jerzy, ojciec duchowny z Centrum Formacji Misyjnej z Warszawy ks. Janusz i dawny misjonarz z Rep. Konga ks. Tomasz. Najbardziej przeżywały to chyba nasze nowe siostry pasterzanki, które postawiły swoje pierwsze kroki na Czarnym Lądzie, by właśnie w naszej misji mają rozpocząć swoją pracę w szpitalu. Tak się dla nich szczęśliwie złożyło, że miały ze sobą naszego Księdza Biskupa, który im pobłogosławił na czekające je nowe zadania.  

Główny moment całej wizyty to oczywiście słowo biskupie na mszy św., przerywane gromkimi oklaskami. Uzmysłowił on słuchaczom potrzebę jedności wiernych w Kościele przez modlitwę i wzajemną pamięć o sobie. Opowiedział o działalności tarnowskich kolędników misyjnych, którzy uzbierali pieniądze na szpital, dom dla lekarzy i szkolę dla Pigmejów w naszej misji. Zachęcał do modlitwy, jako najskuteczniejszego i najpewniejszego środka transportu: będąc tutaj, mogą przenieść się do Polski i wspomagać wszystkich tych, którzy im wyświadczyli tyle dobra.  

Nabożeństwo w kościele pozwoliło spotkać się z biskupem tylko wiernym z Bagandou. Nasza misja natomiast obejmuje jeszcze 10 okolicznych wiosek, które odwiedza się z posługą duszpasterską, a wśród nich także osady pigmejskie. Oczywiście krótkim, jednodniowym przyjazdem Biskupa nie byłem w stanie zaspokoić wszystkich serc spragnionych zobaczenia Gościa z Polski. Ograniczyliśmy się więc do odwiedzenia dwóch wiosek pigmejskich. Wsadziłem całe zacne towarzystwo na przyczepę mojego samochodu, Księdza Biskupa posadziłem w kabinie obok siebie i tak wjechaliśmy w dżunglę do najbliższej osady. Przed przyjazdem tak zacnej osoby, Pigmeje sami wycięli drogę z pomocą siekier i maczet, żeby Biskup mógł bez przeszkód do nich dotrzeć. Ależ była radość, kiedy zobaczyli oczekiwanego Gościa! Zazwyczaj cisi i skupieni, tym razem jakby wtopili się jeszcze w większą ciszę, gdy tak ktoś wielki mówił do nich. Niezrównane szczęście zagościło też w sercach maluchów w tamtejszej szkole, bo zobaczyli w rękach biskupich prawdziwą, skórzaną piłkę futbolową, którą im ofiarował wraz z cukierkami. To samo powtórzyliśmy jeszcze w drugiej szkole, prawdziwie naszej polskiej, tarnowskiej, bo zbudowanej za pieniądze zebrane przez kolędników naszej diecezji w Roku Jubileuszowym 2000.  

Dla nas misjonarzy wizyta Księdza Biskupa w tak odległym kraju była niezwykle potrzebna, by uświadomić sobie, że w naszej pracy misyjnej nie jesteśmy pozostawieni samym sobie, ale nieustannie wspierani przez Kościół w Polsce, a zwłaszcza w naszej rodzinnej diecezji tarnowskiej.

ks. Mieczysław Pająk
Rep. Środkowoafrykańska
Głoście Ewangelię 2(2009), s. 10-13.