Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Sławek Głodzik

Wizyta ks. bpa Wiktora Skworca w Republice Środkowoafrykańskiej zaczęła się w Bimbo, gdzie obecnie pracuje naszych dwóch księży. Jej początki opisuje ks. Sławek Głodzik, który pracuje w Afryce od 2002 roku.  

Bimbo, 27 stycznia 2009 r.  

Drodzy Czytelnicy!

Jeszcze długo przed przylotem księdza biskupa Wiktora Skorca i jego ekipy, zastanawialiśmy się z ks. Bronisławem, jak najlepiej zagospodarować czas, jak wizytę zorganizować, by było ciekawie i interesująco i by wszyscy zobaczyli to, co warto u nas zobaczyć. Zdawaliśmy sobie sprawę, że czas jest dość napięty i krótki, bo to tyko tydzień na odwiedzenie wszystkich misjonarzy pracujących w naszym kraju, a w dniu przylotu goście zazwyczaj są dość zmęczeni i nie mają zbytnio ochoty na jakieś działania, zwiedzania, zwłaszcza, że temperatura w tych dniach wahała się w okolicach 35 oC. w cieniu. Decyzja jednak zapadła: jeśli mają cokolwiek w Bimbo zobaczyć, to tylko w tym dniu (przylotu), albo nigdy, gdyż później ruszają dalej.  

Po szybkim obiedzie ruszyliśmy nad wodę, by wsiąść w pirogę i ruszyć do Bokassi 2 – jednej z naszych wspólnot, gdzie właśnie trwa budowa nowej kaplicy.  

Około półgodzinna jazda „na pace” nie należała chyba do najprzyjemniejszych i co niektórzy coś tam reklamowali, …że niewygodnie, nie ma się czego trzymać, że wieje trochę za bardzo i zdziera kapelusze z głów… Ignorowałem to wszystko, udając, że nie słyszę i sunąłem dalej, by jak najszybciej dotrzeć do miejsca, gdzie czekała na nas piroga – piękna, olbrzymia, szeroka z bogatym wyposażeniem w postaci małych, niziuteńkich taborecików i jednego plecionego fotela. Zainstalowałem motor i szybko ruszyliśmy w drogę. Goście nadzwyczaj dobrze znosili niewygody podróży. Okazało się szybko, że do pirogi gdzieś tam się leje, że dość mocno kołysze. Nie była ona zdecydowanie przystosowana do płynięcia z motorem, że już nie wspomnę o tak zacnych pasażerach. Podróż w dół rzeki trwała nieco ponad godzinę, po czym dotarliśmy do wspominanej wcześniej wioski.  

Wspólnota przyjęła nas fantastycznie. Oczywiście, wizyta była wcześniej zapowiedziana i dla prostych ludzi na końcu świata (do tej wioski zasadniczo można dotrzeć tylko pirogą lub pieszo), było to prawdziwym wyróżnieniem. Wszyscy wyrażali radość i zachwyt białym biskupem i jego towarzyszami. Gadali i przekrzykiwali się bez opamiętania, wymieniając wszystkie trudy, jakie ponieśli, budując nową kaplicę i wyrażając wdzięczność, jaką są winni Księdzu Biskupowi za misjonarzy i za tę właśnie kaplicę – prawie ukończoną. Nie nadążałem z tłumaczeniem tego wszystkiego, co wtedy było powiedziane.  

Nie ukrywałem ani wobec Księdza Biskupa, ani wobec naszych wiernych w Bokassi, że nie mamy zbyt wiele czasu, ponieważ w drodze powrotnej jesteśmy zapowiedziani w jeszcze jednej wiosce, a na wieczór jest przewidziana kolacja u arcybiskupa Bangui. Nikt jednak nie chciał słyszeć, że zaraz trzeba wracać, atmosfera, która się wytworzyła podczas tego spotkania, była naprawdę fantastyczna. Zaraz okazało się, że jak tacy goście przybyli, to i jakaś kura musi paść i trzeba coś z nimi zjeść, a już koniecznie pokosztować lokalnych specjałów – np. wina palmowego. Zgodziliśmy się na wszystko – przez grzeczność – i okazało się, że warto było, bo naprawdę wieśniacy włożyli bardzo dużo wysiłku w to, by to spotkanie – przewidziane jako bardzo krótkie – przebiegło jak najlepiej i by mogli zaprezentować się z jak najlepszej strony.

Rzeczywiście, wszystko przebiegło bardzo dobrze i sympatycznie, poza może tym tylko, że wcale to nie trwało tak krótko jak chcieliśmy i w drodze powrotnej trzeba było zrezygnować z przewidzianych następnych odwiedzin, by jak najszybciej dotrzeć do Bimbo, przemyć się nieco i stawić na kolacji u naszego arcybiskupa na St. Paul – pierwszej misji w tym kraju (do dziś znajduje się tu najstarsza świątynia i rezydencja arcybiskupa).

Następnego dnia po śniadaniu wszyscy goście udali się do Bagandou, do misji prowadzonej przez ks. Mieczysława Pająka i do szpitala, w którym na ten czas przebywa i pięknie pracuje 5 osób świeckich z diecezji tarnowskiej i 3 nowo przybyłe siostry zakonne (pierwsze polskie siostry w Rep. Środkowoafrykańskiej).


Rep. Środkowoafrykańska
Głoście Ewangelię 2(2009), s. 9-10.