Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Mirosław Maciasz

Ks. Mirosław Maciasz pracę misyjną w Peru podjął w 1996 roku wraz z dwoma kolegami: ks. Wiesławem Tworzydło i ks. Wiesławem Mikulskim. List opowiada o tym, jak przeżywali swoje drugie Święta Bożego Narodzenia w Huancayo przed dwoma laty.

Huancayo, 20 stycznia 1998 r.

DRODZY PRZYJACIELE!

Już po raz drugi spędzaliśmy święta Bożego Narodzenia na misjach, w Huancayo. Tym razem spędzaliśmy je już w swoich parafiach. I chociaż byliśmy z dala od Ojczyzny ze świadomością, że dwóch z nas przeżywa pierwszy raz te święta bez rodziców (zmarli w zeszłym roku), to jednak tutejsza wspólnota parafialna stworzyła tak miłą atmosferę, że nie dało się odczuć samotności, smutku czy braku najbliższych.

Przygotowania do Świąt przebiegały podobnie jak w Polsce. Ludzie zabiegani, chcący przygotować jak najlepiej dom i stół; dzieci i młodzież pomagający w przygotowaniu kościoła i szopki. Jedno, co smuci, to fakt, że nie ma takich kolejek do konfesjonałów jak w Polsce. Także na plebani w Pio Pata w dzień wigilijny trwały usilne przygotowania. Chcąc przeżywać te święta trochę po polsku, zdobyliśmy się nawet na wysiłek przygotowania polskiej kiełbasy oraz placków. Na wigilijną kolację ugotowaliśmy biały barszcz z grzybami, przywiezionymi jeszcze z Polski, a także bigos. Ale nie zabrakło także potraw typowych dla stołu peruwiańskiego tj. duszony indyk (tradycja przeniesiona ze Stanów Zjednoczonych), lechon - pieczona głowa młodego prosiaka oraz smaczny karp z wysokogórskich hodowli. Chcieliśmy, zgodnie z polskim zwyczajem, spożyć wigilię, gdy zabłyśnie pierwsza gwiazda; był to jednak nasz błąd, gdyż nie pozwolili nam na to licznie przybywający parafianie, a także inne zajęcia duszpasterskie.

Głównym wydarzeniem tego dnia była jednak pasterka, którą tutaj nazywają popularnie "Misa de gallo" (Msza koguta) i odprawia się ją wcześniej niż w Polsce, bo już około godz. 21oo albo 22oo. Na tę Mszę św. przychodzi bardzo dużo ludzi, więcej niż w samo Boże Narodzenie i każda rodzina przynosi swoje Dziecię Jezus, które układa na schodkach prezbiterium, aby przy końcu Mszy św. kapłan pokropił je wodą święconą. Msza ta z jednej strony jest bardzo uroczysta i czasami trwa nawet dwie godziny, a z drugiej strony jest bardzo radosna. Po jej zakończeniu księża muszą przyjąć życzenia "Feliz Navidad" i uściski od prawie wszystkich uczestników tej Mszy. W tym czasie dzieci zostają zaproszone na symboliczny "paneton" i kubek ciepłego napoju czekoladowego. Po skończonej uroczystości wszyscy wracają do domów, aby dopiero wtedy spożyć wieczerzę, na którą głównie składa się duszony indyk. Jednak świętowanie na tym się nie kończy. Po wieczerzy, wszyscy od najmniejszego do największego wychodzą na ulice, aby wśród huku i błysków sztucznych ogni świętować aż do rana.

Na tym, można powiedzieć, kończą się dla Peruwiańczyków święta Bożego Narodzenia. Rano, jadąc do jednego z kościołów odprawić Mszę św., w której uczestniczyło około 15 osób, miałem wrażenie, jakbym przejeżdżał przez wymarłe miasto. Wszyscy spali po nocy pełnej wrażeń. Gdzieniegdzie tylko można było zauważyć psa szukającego w śmieciach pokarmu, albo żebraka opartego o mur i czekającego na swoją jałmużnę. W tym dniu do kościoła nie przychodzi już wiele osób, a drugi dzień świąt tutaj nie istnieje.

W taki sposób przeżywają te święta ludzie ze średniej i wyższej klasy. Dla wielu jednak są one powodem do smutku, bowiem kiedy inni bawią się, świętują, oni martwią się, co włożyć do ust. Nie mają nawet symbolicznego kawałka panetonu. W tym też okresie odzywają się bardziej niż kiedy indziej uczucia bólu, smutku i tęsknoty za tym, czego wielu mieszkańców tego kawałka świata nie ma tj. rodziny, miłości, zrozumienia, przyjaźni. Jedynie Dziecię Jezus, które adorują, w które mocno wierzą i w którym składają swoją nadzieję, może im to zrekompensować. A my, dla których święta te są najbardziej rodzinnymi w całym roku, którzy możemy prawdziwie cieszyć się ciepłem rodzinnego grona, doświadczać miłości najbliższych, pamiętajmy o tych, którzy ze łzami w oczach tęsknią za tymi wartościami.

ks. Mirosław Maciasz
Peru
Głoście Ewangelię 4(1999), s. 22-25.