Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Mariusz Maziarka

Ksiądz Mariusz Maziarka przybył do Peru pod koniec stycznia tego roku. W swoim drugim już liście opisuje pierwsze kroki w parafii Marco oraz warunki geograficzno-klimatyczne, w których mu przyszło pracować.

Marco, 28 marca 2000

Szczęść Boże!

Na początku serdeczne pozdrowienia dla wszystkich i podziękowania za modlitwę za mnie i za wszystkich misjonarzy. Minęło już prawie dwa miesiące od wylądowania na peruwiańskiej ziemi. Nieco inne realia, choć początek był polski: wyjazd czterech księży tarnowskich na lotnisko, nocleg w parafii prowadzonej przez księży z naszej diecezji (ks. Czesława Hausa i ks. Grzegorza Łukasika). Później jednak stopniowe poznawanie najpierw przez cztery dni stolicy Peru - Limy, a potem już naszej diecezji Huancayo i parafii Marco i Acolla (czyt. Akoja).

Może nieco pierwszych wrażeń. To, co napiszę teraz, jest jakby uzupełnieniem listu wysłanego wcześniej. Najpierw: Uroczystość Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej) w Marco. Właśnie ten dzień był dniem naszego przyjazdu. Wieczorna msza św. była oficjalnym powitaniem w parafii. Przyszło nieco więcej ludzi i „autoridades”, czyli zarządzający wioską. Powiało nadzieją. Ale codzienność nie jest podniosła i radosna, jak chwila powitania. Codzienność to ciągłe przypominanie wiernym, co to znaczy być wierzącym, jak żyć, czym są sakramenty spowiedzi i Eucharystii, itd. Dla wielu nie ma nawet różnicy między mszą św. a np. Drogą Krzyżową. I jedno, i drugie można nazwać „mszą”. Ilość wiernych uczestniczących w niedzielnej mszy św.  to jeszcze niewielkie kilkudziesięcioosobowe grupy. Najwierniejsze są dzieci i młodzież. Oni to przygotowują liturgię, czytają Pismo św., prowadzą śpiew. Z nimi też wiążemy najwięcej nadziei. Dlatego też, chyba nigdy nie oczekiwałem rozpoczęcia roku szkolnego tak jak teraz (rok szkolny rozpoczyna się mniej więcej w kwietniu). Rozpoczęcie roku szkolnego to okazja do spotkania dzieci i młodzieży, zaproszenia ich do kościoła, zorganizowania grup. Starsza młodzież wróci w góry po wakacyjnej pracy zarobkowej w Limie. Jak na razie nasza pierwsza „jornada” młodzieży (coś jakby dzień wspólnoty) zgromadziła dwadzieścia kilka osób, późniejsza o dwa tygodnie, całodniowa wyprawa, trzydzieści kilka osób. Teraz przygotowujemy się do pierwszej powakacyjnej jornady młodzieży. Jednocześnie będzie ona posłaniem katechistów w parafii, którzy będą przygotowywać dzieci i młodzież do I Komunii Świętej i bierzmowania. Jak będzie dalej w naszej pracy z dziećmi i młodzieżą, zobaczymy. Jak będzie z naszą parafią? (pisząc „parafią” mam na myśli zawsze nasze dwie parafie: Marco i Acolla).

Marco i Acolla to tzw. „sede parroquial” (stolica parafii) z około dwudziestoma wioskami każda. Marco jako „sede” – stolica, jest około trzy, cztery razy mniejsze od Acolli, tutaj jednak jest nasze centrum. Dlaczego? W Marco jest plebania, to pierwsze, a drugie: Acolla jest bardzo trudną wioską. Około sześć tysięcy osób, tyleż samo problemów. Pycha, pijaństwo, poróżnienia, to główne grzechy mieszkańców tej wioski. Pijaństwo zresztą, to grzech całej doliny Yanamarca, w której pracujemy. Grzech, który niszczy rodziny, społeczność. Wobec tego zła jesteśmy dosyć stanowczy. Może się to kiedyś źle dla nas skończyć, ale czy ksiądz - ojciec (ludzie mówią do nas: „ojcze”) może patrzeć obojętnie na zatratę swoich „dzieci”?

Teraz trochę o warunkach klimatycznych, w których pracujemy. Nasze wioski położone są na wysokości około 3400 – 3800 m n.p.m. Niedawno odwiedziliśmy wioskę Union Paccha (czyt. Union Pakcia) położoną na wysokości 3800 m n.p.m. Część jej wzgórz pokryta jest zbożem i ziemniakami. W Polsce powyżej 1200 m n.p.m. nie spotka praktycznie nic prócz łąk. Wyobraźmy więc sobie, że 1800 metrów powyżej Rysów rośnie zboże (średnie) i naprawdę duże, dorodne ziemniaki. Klimat górski, ostry, duże skoki temperatury między dniem i nocą. Ciepłe rzeczy, jakie zakupiłem przed wyjazdem, ciepła kołdra, ciepły śpiwór, to teraz nieomal błogosławieństwo. Jak się okazuje, klimat ten bardzo dobrze mi służy. Co prawda człowiek szybciej się męczy, ale za to w nocy śpi kamiennym snem. Przyczyną szybszego zmęczenia jest głównie mniejsza ilość tlenu. Po pół godzinie czy godzinie forsownego marszu można się czuć już trochę zmęczonym. To jednak nie przeszkadza nam w robieniu z młodzieżą kilkugodzinnych wypraw w góry. Szybko zresztą można się przyzwyczaić. Dla przykładu, gdy pierwszy raz przekraczaliśmy z ks. Bogdanem przełęcz Ticlio (4818 metrów n.p.m.) w drodze z Limy do Huancayo, mieliśmy mały mętlik w głowie i niepewny krok. Drugim razem, po półtora- miesięcznym pobycie w górach, na Ticlio czuliśmy się dobrze, jakby nigdy nic, a nawet dla żartu wypiliśmy przygotowaną w termosie kawę, śmiejąc się, że „nie ma to jak kawa na 4800 m dla podniesienia ciśnienia”.

Nasi parafianie od urodzenia są przyzwyczajeni do tego klimatu. Chociaż na wielu „góralach” widać jego piętno: spalone ciepłem słońca i na przemian zniszczone zimnem twarze. U niektórych dzieci twarze pokryte są często strupami. Może te dzieci, są brudne, niedożywione, mają zniszczone twarze, ale za to są „przekochane”. To, co nas boli, to właśnie fakt, że te „przekochane” dzieciaki nie zawsze otoczone są w domu miłością. Dlatego też na początku, nie znając nas, są trochę nieufne, potem jednak serdeczne i „klejące się”. W Marco w czasie przekazywania znaku pokoju podchodzą do prezbiterium, aby nas uścisnąć. Nie jest to zwykłe podanie ręki, ale po prostu przytulenie się jak do ojca. Jest w tym wszystkim coś pięknego: nie mając swej rodziny, jest się ojcem dla bardzo, bardzo wielu.

Tak więc po trosze robimy to, co potrafimy, polecając naszych parafian i nas samych Bogu i Maryi. Przez ten list pragniemy polecić się także Waszej modlitwie.

ks. Mariusz Maziarka
Peru
Głoście Ewangelię 3(2000), s. 22 – 25.