Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Bogdan Trzópek

Ks. Bogdan Trzópek pracujący od 2000 roku w Marco w Peru opowiada w swoim liście o historii sanktuarium w Marco, zwyczajach mieszkańców, szczególnie obyczajach związanych z „fiestą”, jak również o codziennej pracy w parafii.

Marco, 1 października 2004 r. 

Drodzy Przyjaciele, Czytelnicy biuletynu „Głoście Ewangelię”!

W dniu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, skreślam parę słów po dosyć długim „milczeniu”. Na wstępie serdeczne pozdrowienia dla wszystkich przyjaciół, i wspomagających „na zapleczu” dzieło misyjne Kościoła.

Od 2 lutego 2000 roku wraz z ks. Mariuszem Maziarką pracujemy w parafii św. Marii Małgorzaty w Marco, w prowincji Jauja (pierwsza historyczna stolica Peru), w departamecie Junin, w Archidiecezji Huancayo, w Centralnych Andach Peru, na wysokości 3500 m.n.p.m do 3 800 dla niektórych wiosek (1/3 tlenu w powietrzu, wyobraźcie sobie, jaka „zadyszka”). Do samej parafii Marco w sumie przynależy 14 wiosek, w tym 4 dystrykty (odpowiednik gminy): Marco, Tunan Marca, Pomacancha, Janjaillo, ze swoimi aneksami. Jest także w samym Marco dwa „colegios” (szkoła średnia) oddzielnie dla chłopców, oddzielnie dla dziewczyn, Instytut Techniczny, tak że w sumie we wszystkich wioskach jest sześć „colegios”, czyli szkół średnich. W każdym „pueblo” (wiosce) jest szkoła podstawowa. W całości parafia liczy ok. 8 tys. ludzi, z których znaczna większość to katolicy. Właśnie 16 października będzie obchodzona 97 rocznica kreacji politycznej dystryktu z Marco. Na 100-lecie planowane jest zakończenie nowego kościoła -sanktuarium w Marco, który przynależy do parafii.

Trochę historii. Dnia 15 grudnia 1927 ludzie z wioski pracowali przy wydobyciu i obróbce wielkich kamieni w miejscu zwanym Huaspi (czyt. Łaspi, czyli wąwóz) dla nowego mostu. Napotkali blok skalny i chcieli go przepołowić, gdy zauważyli wyryty w skale piękny krzyż oraz niewyraźną postać Maryi i u jej głowy anioła. Ogłosili wszystkim „wioskowym” intrygujące znalezisko. Nieco później zrobili specjalne przęsła, aby przetransportować skałę. Przetoczyli niewielki odcinek, ale mimo wielu wysiłków nie mogli dalej. Odczytali to jako Boży znak, żeby tu została. Tak się stało i trwa do dnia dzisiejszego. W następnym roku zaprosili Biskupa, który przebywał w pobliskiej Jauaja. Biskup przyjął zaproszenie. Widząc zapał religijny potomków Inków, postępujące prace przy nowej kaplicy, pobłogosławił dzieło.

Wieść inkaska niesie, że w styczniu 1928 roku wieśniakowi imieniem Felipe, który pracował przy budowie kaplicy, spadł wielki kamień na plecy (kaplica przylega do stromego zbocza góry), tak że stracił przytomność, nie dając znaku życia. Zanieśli go prawie umarłego przed kamień z wyrzeźbionym krzyżem, modlili się i płakali na przemian. Po 25 dniach bez żadnej interwencji medycznej wieśniak odzyskał cudownie zdrowie.

W miarę zwiększania się pobożności, ludzie przynosili świeczki, kwiaty, zostawiali jałmużnę, pielgrzymowali nawet z oddalonych miejscowości. Dlatego tez komitet budowy postarał się o wizerunek Pana Jezusa Ukrzyżowanego z Barcelony (Hiszpania) z miejscowości „Limpias”. Na tę pamiątkę kaplica – sanktarium w Marco nosi nazwę „Senor Agonia de Limpias” („Pan Jezus konający z Limpias”). Każdego roku sprawuje się tutaj wiele fiest na Jego cześć.

Żeby nieco zrozumieć sprawę „fiest”, trzeba pamiętać, że jest to zjawisko bardzo złożone i trudne, mieszanka chrześcijaństwa z pogaństwem. Poza mszą, która jest aktem wiary, pozostałe dni to okazja do wypicia dużej ilości piwa i innego alkoholu, hucznej zabawy, niekończących się tańców, fajerwerków, marnotrawstwa dużej ilości pieniędzy. Na tę okazję rok wcześniej wybierani są tzw. „mayordmos” (szefowie fiesty), nieraz pracują oni rok lub dwa, oszczędzając, żeby wydać duże sumy, fundując orkiestrę (zwie się tutaj „banda”), płacąc jedzenie dla wszystkich, sztuczne ognie w postaci wielkich zamków. Cały ten „jarmark”, niby religijny, w dużej części można obserwować wiele dni w roku. Przybywają z wielu stron, aby urządzać sobie fiesty. To trudne zjawisko fiest, odziedziczone w pewien sposób po Hiszpanach, jest prawie niemożliwe do ewangelizacji i nam osobiście przysparza wiele kłopotów i trudności. Wystarczy sobie wyobrazić dom parafialny, przylegający do centralnego placu wioski i 40 muzyków bębniących oszałamiający, jednakowy rytm, szyby drżą w oknach, nie sposób normalnie porozmawiać. O innych rzeczach nie wspomnę.
Także słynny „karnawał z Marco” zaczyna się dokładnie w Środę Popielcową. Dlatego w drugą niedzielę Wielkiego Postu można zaczynać „Popielec”. Chociaż dawniej przestrzegali bardziej czasu świętego i mieli znacznie krótsze fiesty.

Dla nas ten czas jest trudny. W to wszystko próbujemy „wcisnąć się” z programem Wielkiego Tygodnia, który rozpoczyna się praktycznie w piątek przed Niedzielą Palmową, czyniąc nieustanny wysiłek, by pomodlić się z niektórymi ludźmi, którzy mają jeszcze trochę wiary i nie zapomnieli o modlitwie. Dlatego organizujemy, jak co roku w parafii Marco, w każdej z 14 wiosek Drogę Krzyżową z katechezą i możliwością spowiedzi, której w większości nie rozumieją, mówiąc: „Padre no tengo ningun pecado„ („Ojcze, ja nie mam żadnego grzechu”).
W wielu przypadkach nie ma praktycznie rodzin, wszechpotężnie panuje problem tzw. „machismo”, czyli całkowitej dominacji mężczyzny, który nierzadko znęca się nad kobietą, maltretuje dzieci, opuszcza rodzinę, zdradza małżonkę. Do tego trzeba dodać spustoszenie społeczne i moralne z niedawnych czasów okrutnego terroryzmu, który w wielu przypadkach zabił wrażliwość w człowieku, oduczył go kierować się sumieniem i doprowadził do realnej śmierci.

Jak oblicza „Komisja ds. Pojednania i Prawdy” ok. 70 tys. ludzi było męczonych, torturowanych, poddanych całkowicie ideologicznym wpływom Świetlistego Szlaku – terrorystycznej organizacji, opartej na ideach leninowsko-maoistycznych. Można by dodać, że myśmy to w Polsce „już przerabiali”, ale myślę, że w wersji peruwiańskiej te ideologie przybrały nieludzkie, bratobójcze oblicze. To haniebne dziedzictwo dekady lat 80 i 90 wynikło z wielkiej biedy, której doświadczali ludzie. I naprawdę, potrzeba wiele, wiele czasu na odrodzenie moralne peruwiańskiego narodu tak bogatego z drugiej strony w ciekawą przeszłość, historię rodu inkaskiego, imperium stworzonego na zasadach dominacji, ale także z dużą dozą zorganizowanego życia społeczno-religijnego.
Splot historii i aktualne problemy społeczno-ludzkie mają wielki wpływ na wiernych, ich sposób myślenia, ocenę i działanie. Specyfiką jest także tzw. „Sierra” – rejon Wysokich And, gdzie ludzie, nieraz odcięci od świata i ogólnej kultury, pozostają w swoim małym świecie. Dochodzi do tego problem przeżycia, zmagania się z ciężkim, wysokogórskim klimatem, ciężka praca rolnicza, która pozostaje głównym źródłem utrzymania. W samej bazie Marco już dawno pojawił się pomysł otwarcia klubu dla młodzieży pod nazwą w języku qechua „Tinkuy Wasi”, w którym młodzi mogliby się spokojnie spotkać, kulturalnie porozmawiać bez przekleństw, wypić herbatę czy kawę, zagrać w różne gry planszowe. Dzięki pewnej osobie z Marco, która aktualnie przebywa w Limie, otrzymaliśmy na czas naszego pobytu dom zbudowany z adobe (pustaków z ziemi i słomy), gdzie urządziliśmy lokal. Pieniądze z festynu misyjnego w Słopnicach w 2003 roku w większości przeznaczyłem na wyposażenie i funkcjonowanie wspomnianego klubu.

Także do utrzymania parafii zawsze trzeba dokładać z „polskich pieniędzy”, składek i dobrowolnych darowizn. Wspomnę tylko, ze z okazji świat Bożego Narodzenia z tego funduszu zostały zakupione tzw. „panetony”, czyli słodkie ciasta, w liczbie 1780. Przy okazji odwiedziliśmy wiele wiosek, rozdając panetony i zabawki, przedstawiając historię św. Mikołaja (tutaj nieznaną) w oryginalnym stroju, który przywiózł z Polski ks. Mariusz Maziarka. Zakupiliśmy także 5 głośników do kaplic, wzmacniacz oraz wyremontowaliśmy ścianę kościoła w Acolli, która groziła upadkiem z powodu przecieków wody z dachu. Wykonaliśmy również wiele innych inwestycji i przedsięwzięć, których nie wspomnę, a które są możliwe dzięki Waszej pomocy, za co serdeczne „Bóg zapłać”.

Z ostatnich nowości, to do 7 czerwca 2004 roku obsługiwaliśmy dwie parafie: Marco i Acolla. Z powodu nabrzmiałych problemów, braku możliwości obsłużenia często 24 wiosek, zdecydowaliśmy się przekazać parafię Acolla w ręce peruwiańskiego księdza, który przyjeżdża z Jauja (1/2 godz. jazdy).
W dniach od 23 do 29 sierpnia mieliśmy sesję ewangelizacyjną przeprowadzoną przez 7 osób, członków Ruchu Maryjnego z Limy, w ramach projektu ewangelizacji „Ameryka 2000”. Uczestniczyła ponad setka dzieci i młodzieży. Coś drgnęło w parafii. Jest kontynuacja na cotygodniowych spotkaniach w Marco i Tunan Marca. Młodzi pukają do drzwi i zapraszają na niedzielne msze św.

Także po ponad półrocznym oczekiwaniu na nowego Biskupa, od 5 września mamy w Huancayo Bpa Pedro R. Barreto Jimeno, jezuitę, który przez ostatnie 2 lata pracował w Wikaracie Apostolskim na Północy Peru.

Obecnie od l do 3 października jest prowadzony kurs Pawła, celem ugruntowania wiary i stworzenia „domów modlitwy”. Pozostając w duchowej jedności z wszystkimi ludźmi dobrej woli, przesyłam życzenia, by Chrystus był powodem do ciągłego wysiłku przeobrażania tego świata mocą modlitwy i ofiary, w cywilizację miłości i solidarności, która jest wyrazem wiary i otwarcia serca na potrzeby i oczekiwania ludzi w odległych zakątkach świata. Niech św. Teresa, jak zapowiedziała, zsyła róże błogosławieństwa na tę peruwiańską ziemię.
Z serdecznym pozdrowieniem dla wszystkich z Centralnych Andów Peru

ks. Bogdan Trzópek
Peru
Głoście Ewangelię 1(2005), s. 9 – 13.