Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Wojciech Wątroba

Ks. Wojciech Wątroba w swym liście przybliża nieco mentalność swych peruwiańskich parafian. Pisze o troskach i radościach duszpasterskiej codzienności na tamtej ziemi, w której szczególne miejsce znajdują fiesty (odpusty).Przypomina nam także o naszej roli w misyjnej działalności Kościoła. 

Churcampa, 14 grudnia 2001r.

Szczęść Boże!

Od 10 lipca jestem znów w Peru. Do parafii dojechałem 13 lipca. Musiałem się śpieszyć, bo od 9 lipca w Paucarbamba trwała już nowenna przed świętem patronalnym Jesus de Agonia (Jezus konający). Był to debiut nowenny. W latach wcześniejszych nie organizowano czegoś takiego. Ja sam podsunąłem ten pomysł po doświadczeniach w parafii Chinchihuasi (czyt. Czincziuasi). Jest to jedyna, jak mi się wydaje, sposobność dotarcia do świadomości naszych parafian. Przez czas trwania nowenny można im spokojnie wytłumaczyć sens świętowania i sposób świętowania (zwłaszcza napiętnując to, co jest złe w ich modelu świętowania). A złych zjawisk jest wiele, np.: pijaństwo, brak uczestnictwa w sakramentach (z trudem udaje się czasem „zmusić” starostę święta żeby się wyspowiadał). Zjawiska te (niespotykane w Polsce), napawają wielkim smutkiem w perspektywie każdego zbliżającego się święta. Przychodzi wtedy refleksja: I znów to samo. Widzę jednak, że właśnie te nowenny mogą wiele pomóc. Przede wszystkim spokojne wyjaśnianie i pokazywanie tego, co jest nieprawidłowe w ich modelu świętowania, powoli trafia. Bo np. na święcie w Paucarbamba w poprzednim roku, kiedy jeszcze nie było nowenny, pijane towarzystwo bawiło się w drzwiach kościoła i niewiele pomogło, że rozbiłem im wtedy kilka butelek piwa. Na dodatek jedna z parafianek zapewniała mnie, że nikt, nawet biskup, nie ma takiej siły, żeby im te zwyczaje zmienić. Ale ta kobieta nie wiedziała i nie znała siły modlitwy nie tylko parafian zgromadzonych na nowennie, ale przede wszystkim tych (często nieznanych mi osobiście) współpracowników, którzy swoje modlitwy i cierpienia ofiarują za misje. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już w tym roku w czasie święta nikt nie zatańczył w przedsionku kościoła. Dla ścisłości był jeden wyjątek, ale tylko po to, aby podtrzymać dobry zwyczaj. Otóż grupa czterech mężczyzn, przebrana w stroje regionalne, przyszła i tańcząc adorowała Pana Jezusa konającego. Taki wyjątek od reguły można zaakceptować.

W tej samej Paucarbambie po miesiącu była kolejna fiesta na cześć św. Róży z Limy. Nowenna przebiegała bardzo obiecująco, ale w wigilię, gdy już pojawiała się orkiestra i „święte” piwo, mój optymizm, że ta fiesta przebiegnie spokojnie, załamał się. Nie obeszło się też bez zdenerwowania z mojej strony i mocnych słów pod adresem „czcicieli” św. Róży. Myślałem, że się obrażą. Ale po 2 tygodniach, gdy przybyłem na święto patrona Liceum św. Franciszka, po mszy św. spotkałem starostę fiesty św. Róży. Spytałem, czy są na mnie obrażeni. Odpowiedział, że nie, bo nikt wcześniej im tego nie wyjaśniał. Są więc pewne szanse, że w przyszłym roku będzie nieco lepiej. Najwięcej jednak radości przynosi mi wizyta w Chinchihuasi. To stolica gminy o tej samej nazwie. Fiestę (odpust) ku czci MB Różańcowej obchodzą 24 października. Przez wszystkie 9 dni nowenny kościół był pełen wiernych (ok. 200) i co najbardziej radosne, w pełnym przekroju wiekowym, od najmłodszych do najstarszych. Coraz więcej wiernych korzysta też z sakramentu pokuty. Jednego wieczoru byłem bardzo zaskoczony, bo po dwu-i półgodzinnym nabożeństwie (msza św., kazanie i katecheza, litania i próba śpiewu) wierni nie chcieli wychodzić z kościoła. Ja już prawie straciłem głos i pomysły, czym by ich jeszcze zająć.

W ciągu 4 miesięcy po powrocie z Polski miałem już 6 wizyt tygodniowych w stolicach gmin (Paucarbamba, Chinchihuasi, Pachamarca i Expansion). 8 listopada odwiedziłem już po raz drugi jedną z najdalszych wiosek San Pablo (św. Paweł). Trzy godziny samochodem i cztery godziny piechotą. To bardzo biedna wioska licząca ok. 40 rodzin. Wszyscy podają się za katolików. Wcale mnie to nie dziwi, bo żadna sekta nie będzie chyba nigdy chciała zapuszczać się do tak biednych wiosek. Rozdałem 40 różańców i materiały do modlitw niedzielnych. Obiecałem im też, że w przyszłym roku również ich odwiedzę, aby ich przygotować do sakramentów (chrzest i małżeństwo). Przy okazji nawiedziłem dwa cmentarze i myślę, że zyskałem największe odpusty w moim życiu, a to ze względu na wysiłek, jaki włożyłem, żeby tam dojść. Na urlopie zrobiłem ok. 80 przezroczy z widokami, kościołami, plebaniami, domami, cmentarzami i procesją odpustową i Bożego Ciała z Biadolin. To, co wzbudza największy zachwyt u oglądających, to kościoły (zwłaszcza drewniane), cmentarze i małe Polki w stroju krakowskim. A uczestnicy procesji to przykład religijnego uczestnictwa w nabożeństwie. Przy okazji oglądania tych przezroczy największe emocje wzbudza liczenie pijaków na procesji i nasi peruwiańscy parafianie są zawiedzeni, bo nie można znaleźć ani jednego. I w tym miejscu chciałem wyrazić moją wdzięczność za Waszą troskę o otoczenie domów, kościołów, cmentarzy. Co prawda nie mogłem zrobić zdjęcia każdemu domowi, kościołowi czy cmentarzowi, ale wiecie dobrze, że chyba w całej Polsce bardzo mało jest kościołów czy cmentarzy zaniedbanych.

Przez cały miesiąc październik mieliśmy w każdą niedzielę uroczystość I Komunii w różnych wioskach. W dniach 22 i 23 listopada spodziewamy się wizyty Ks. Biskupa Ordynariusza, który udzieli młodzieży z miejscowości Carmen y Locroja (czyt. Lokrocha) sakramentu Bierzmowania.
Wdzięczny za modlitwę i pomoc materialną z wysokości 3.500 m. n. p. m.

ks. Wojciech Wątroba
Peru
Głoście Ewangelię 1(2002), s. 19-21.