Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Robert Zając

Ks. Robert Zając w pierwszym swoim liście z Peru opisuje spotkanie z nowym krajem i kulturą. Zauważa, że żywy jest tu kult Bożego Miłosierdzia, a wiara dla miejscowych ludzi jest czymś ważnym i cennym.

Lima, 5 września 2003 r.

Drodzy Przyjaciele!
Zbliża się już prawie rok od mojego wyjazdu z Polski. Dokładnie, sięgając wstecz pamięcią, był to dzień: 11 grudnia 2002 roku. Upłynęło już trochę czasu od tego wydarzenia, które na stałe wpisało się w moje życie. Pragnę więc podzielić się z Wami tym, co spotkało mnie w tych pierwszych tygodniach w nowej ojczyźnie z wyboru, w Peru. Może na początku kilka zdań na temat samej podróży. Trzeba przyznać, że była przede wszystkim trochę męcząca i bardzo długa. Długa pod względem odległości:  (Warszawa-Amsterdam-międzylądowanie na wyspie Bonair-Lima), jak również i czasowym, ok. 16 godzin samego lotu. Były to godziny refleksji nad tym, co pozostało i zarazem wielu pytań  związanych z przyszłością: co mnie spotka w tym nowym kraju o innej kulturze i odmiennej tradycji niż Polska. Mogłem tylko przypuszczać, że za kilka godzin, gdy samolot wyląduje na lotnisku Jorge Chávez w Limie, odnajdę odpowiedź na część moich pytań, co też zresztą się stało. Wracam jeszcze myślą do końcowego etapu mojego lotu. Zerkając przez okno samolotu, mogłem zobaczyć las świateł i światełek rozrzuconych na dużej przestrzeni. Odnosiło się również wrażenie, że Lima to bardzo duża aglomeracja miejska. Przekonałem się po przybyciu na miejsce, że tak też jest w rzeczywistości. Obecnie posiada około dziewięć milionów mieszkańców. Piszę „około”, bo tak właściwie to chyba nikt nie wie dokładnie, ile ludzi tutaj mieszka. Ciągle w stolicy przybywa nowych mieszkańców z innych departamentów Peru, którzy migrują tutaj w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia. Aby uzupełnić tę krótką charakterystykę miasta, z danych geograficznych należy dodać, że jest to miasto położone w części środkowo-zachodniej wybrzeża Oceanu Spokojnego,

na trenach pustynnych, gdzie nigdy nie pada deszcz. Ze względu na trzęsienia ziemi Lima posiada budownictwo raczej niskie i w związku z tym jest bardzo rozległa. Z ciekawostek mogę dodać, że miałem możliwość przeżyć już jedno trzęsienie ziemi o sile 4,8 stopni. Całe szczęście, że było bardzo krótkie. Rozpisałem się trochę na temat stolicy Peru, ale tylko dlatego, że w Limie znajduje się parafia, w której obecnie pracuję. Jest to parafia pod wezwaniem: Seńor de la Divina Misericordia, której proboszczem jest ks. Czesław Haus. On też organizował parafian przy budowie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, które staje się centrum kultu Bożego Miłosierdzia nie tylko w stolicy Peru. Trzeba przyznać, że kult ten jest bardzo żywy wśród tutejszych mieszkańców. Jednym z jego akcentów jest chętne umieszczanie obrazu Bożego Miłosierdzia w swoich domach. Z tego, co dotychczas miałem możliwość zaobserwować, to muszę przyznać, że parafia, w której jestem, zorganizowana jest z pewnym podobieństwem do parafii, jakie można spotkać w Polsce. Na każdym kroku widać zaangażowanie parafian w życiu swojej parafii. Jednym z jej przejawów jest przynależność dzieci, młodzieży jak również dorosłych do różnych grup działających przy parafii, których jest aż 27. Tym, co zaskakuje i może cieszyć, jest fakt, że ci, którzy są blisko Kościoła, nie wstydzą się swojej wiary. Wręcz przeciwnie, bardzo lubią ją manifestować na zewnątrz. Oby takich radości i miłych zaskoczeń było jak najwięcej. Kończąc przesyłam serdeczne pozdrowienia dla wszystkich, którym nie jest obojętna sprawa misji. Dziękuję za wszelką pamięć w modlitwie, jak również proszę o dalsze wsparcie w tym dziele, którego się podjąłem.

\ ks. Robert Zając
Peru – Lima
Głoście Ewangelię 4(2003), s. 34 – 35.