Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Leszek Pach

Ks. Leszek Pach pracuje w Boliwii od 2001 roku. W liście opisuje swoje przedsięwzięcia mające na celu zmianę oblicza parafii, gdzie obecnie pracuje. Próbuje to czynić m.in. przez współpracę z Diecezjalnym Dziełem Misyjnym. 
Omereque, 28 listopada 2005 r. 
 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Na początku mego listu piszę kilka słów o sobie i swojej parafii. Do Boliwii wyjechałem w styczniu 2001 roku. Pierwsze dwa lata pracowałem w Aiquile jako wikariusz w kościele katedralnym, od trzech lat jestem proboszczem w sąsiedniej parafii Omereque. Parafia Omereque jest rozciągnięta na przestrzeni 150 km w linii prostej. Przynależy do niej 27 wiosek, a w nich znajduje się 17 kaplic zbudowanych z „adobe” czyli błota pomieszanego z trawą i uformowanego w postaci naszych pustaków.
 
Ogólne trudności duszpasterskie, z jakimi się spotykam, to mocny wpływ sekt, które nie ułatwiają właściwego przekazania prawd wiary. Następna trudność to brak stałych związków małżeńskich. Są tzw. małżeństwa na próbę i, co za tym idzie, oddalanie zalegalizowania związku przez sakrament małżeństwa. W konsekwencji takie wolne związki to tragedia dzieci, które nie mają żadnej pewności, że ich rodzice zapewnią im ciepło rodzinne i że osoby, na których mają prawo najbardziej liczyć, zawsze będą razem.
 
Obawa ta jest uzasadniona, bo spoglądając na swoich rówieśników, uświadamiają sobie, że rodzice ich pozostawili, rozeszli się i utraciły one to, co miały najcenniejszego – ciepło ogniska rodzinnego.
 
Wyciągając rękę do tych najmłodszych pokrzywdzonych przez los parafian, zwróciłem się o pomoc do Diecezjalnego Dzieła Misyjnego w Tarnowie, licząc na przedsięwzięcie kolędników misyjnych 2004. Otrzymałem więc 2500 dolarów, aby zrealizować plan pomocy materialnej i duchowej wobec najmłodszych parafian z odległych wiosek. Opieką otoczyłem ok. 200 dzieci w czasie wakacji i ferii, w tym 90 dzieci otrzymało odpowiednią formację, aby przystąpić do sakramentu pokuty i przystąpić do Pierwszej Komunii św. Pozostałe dzieci również staraliśmy się wraz z katechetami zbliżyć do Boga i Kościoła: przed wszystkim nauczyć modlitwy, a najlepszym podarować prezenty, aby docenić w ten sposób ich szczególną aktywność. Dla wszystkich zakupiliśmy materiały szkolne i przez posiłki, które otrzymywały, stworzyć nastrój rodzinny, aby każdy czuł się kochany i potrzebny. Doświadczenie to, obudziło we mnie nadzieję, że taka działalność duszpasterska w sposób widoczny może zmienić oblicze mojej parafii.
 
W mojej parafii, a szczególnie w miejscowości Omereque, gdzie mieszkam na stałe, od trzech lat rozwija się kult Miłosierdzia Bożego. Chciałbym podkreślić, że odpust z nim związany ma całkiem inny charakter niż zwykłe odpusty w Boliwii. Odpowiednie duchowe przygotowanie wiernych, rekolekcje, przybliżenie orędzia przekazanego przez s. Faustynę sprawił, że wierni podchodzą bardziej duchowo do przeżywania tej uroczystości. W tym dniu ludzie zobowiązali się w ogóle nie używać alkoholu, co w tym środowisku nie jest rzeczą tak prostą, a szczególnie w czas święta w parafii. W całej Boliwii odpustowi parafialnemu często towarzyszy alkohol i bardzo ciężko jest tę rzeczywistość zmienić.
 
To, że w mojej parafii od trzech lat nie używa się alkoholu na odpuście, jest ogromną radością i nadzieją dla pracy duszpasterskiej. Po ostatnim odpuście zrodziła się myśl, aby w czynach ukazać, że Bóg kocha każdego człowieka, a szczególnie opuszczonego, skrzywdzonego przez los czy rodzinę dziecka.
 
Centralna część parafii Omereque liczy 800 ludzi i niestety wśród tych ludzi mieszka aż ponad 80 dzieci osamotnionych lub znajdujących się w bardzo trudnej sytuacji materialnej tj. sieroty, półsieroty, czy wręcz tzw. dzieci ulicy. Dzieci te niejednokrotnie wykorzystywane są do ciężkiej pracy w polu, domu itp., nie mają właściwej opieki, są niedożywione i co za tym idzie całkowicie zaniedbani duchowo.
 
W związku z tym jeszcze raz zwróciłem się o pomoc do Diecezjalnego Dzieła Misyjnego o rozwinięcie projektu dla dzieci z dalekich wiosek, tym razem na rzecz dzieci z centrum parafii. Dzięki pozytywnej odpowiedzi ze strony DDM (otrzymałem ponad 7 tys. dolarów) od kwietnia przy parafii funkcjonuje jadalnia dla tych dzieci. Jest to możliwe dzięki budynkowi, który wcześniej przez wójta wykorzystywany był jako ośrodek zdrowia, a obecnie oddano go pod opiekę parafii. Wprawdzie dom ten wymagał gruntownej odnowy, ale na obecną chwilę udało się przystosować go prowizorycznie do takiej działalności. Kupiłem dużą chłodnię, kuchnię gazową, butle, talerze, sztućce, garnki, kubki – podstawowe rzeczy niezbędne do takiej działalności. Zmuszony jestem również zatrudniać jedną osobę, aby przygotowała posiłki i troszczyła się o czystość jadalni. Zaplanowałem też gruntowną odnowę jadalni Miłosierdzia Bożego. Kleryk, który obecnie jest u mnie na rocznej praktyce, i ja na zmiany zawsze staramy się przybliżyć im pewne prawdy związane z katechizmem i życiem religijnym
 
Ta działalność już powoli zmienia oblicze parafii. Starsi uświadamiają sobie, jak powinna wyglądać odpowiedzialność za dzieci, a same dzieci coraz bardziej zbliżają się do Kościoła, angażują się w poznawanie prawd wiary i czynnie uczestniczą w życiu parafialnym jako ministranci i służba Maryjna.
 
Bardzo serdecznie dziękuję i składam Bóg zapłać wszystkim, którzy przyczynili się do tak pozytywnej zmiany oblicza mojej parafii.
 
ks. Leszek Pach 
Boliwia
Misje Dzisiaj diecezji tarnowskiej 2(2006), s. I.