Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Stanisław Jeż

Ks. Stanisław Jeż podjął pracę na misjach w Boliwii w 1993 roku. Z ks. Andrzejem Miterą głosi Ewangelię w tropiku. W krótkim liście opisuje przeżycia okresu Świąt Wielkanocnych.
 
Chimoré, 14 kwietnia 1998 r.
 KOCHANI! 
  
Te Święta Wielkanocne miały wyjątkowy nastrój i klimat. Z pewnością dotarły do Was wiadomości o strajkach i blokadach dróg w Boliwii. Prawie dwa tygodnie wraz z ks. Andrzejem byliśmy odcięci od świata i cały program pracy duszpasterskiej stał pod znakiem zapytania, bo nie można było się nigdzie ruszyć. Nie mogliśmy pojechać do siedziby naszej diecezji, by odprawić Mszę św. Wielkiego Czwartku (z powodu ogromnych odległości Msza Krzyżma Św. jest zawsze odprawiana w Wielki Wtorek). Tylko na podróż tam i z powrotem potrzeba 2 dni i należy pokonać ponad 900 km.
 
Jakaż była nasza radość gdy w Wielką Środę wojsko i policja odblokowali drogi. Radość, że możemy dotrzeć do wielu ludzi i przeżyć z nimi te święta. Również wiele ludzi uratowało swoje życie i zdrowie (w czasie blokady dróg nie przejedzie nawet karetka, a w całym tropiku nie ma ani jednego większego szpitala). Ileż w tym czasie widzieliśmy ludzkich tragedii. Cieszyło nas też, że odblokowanie dróg odbyło się praktycznie bez ofiar i w formie pokojowej - chyba pierwszy raz w historii.
 
W Wielki Czwartek miałem dwie wspólnoty do obsłużenia (podobnie ks. Andrzej). Wyjechałem po południu aby odprawić liturgię Wielkiego Czwartku w San Izidro i Shinahota (czyt. San Izydor i Srinałata). Na drodze sterty kamieni, powalone drzewa, spalone opony i wojsko. Dojeżdżam do San Izidro o godz. 20.00, zapada zmrok i nie ma prądu w kaplicy (konsekwencja strajków). Czeka na mnie spora gromada ludzi ze świecami. Niektórzy z nich obandażowani (obrażenia odniesione w wyniku starć), zniechęceni, obolali, przystępują do spowiedzi. Jakże wymowne było zderzenie dwóch światów. Świata przemocy (Piotrowy miecz) i świata miłości, ofiary, cierpienia i przebaczenia (Chrystusowy Krzyż).
 
Cały konflikt podsycili przemytnicy narkotyków i lewicowi politycy (trockiści), którzy nie zgadzają się z rządowym programem zwalczania narkotyków. Ogromna większość ludzi, którzy wyszli na ulice, zrobiła to podobnie jak kiedyś w Polsce chodziło się na pochody z okazji 1 Maja, pod przymusem fizycznym czy finansowym.
 
Tylu ludzi jeszcze w całej historii Kościoła w Chiapare nigdy nikt nie widział w kościołach czy kaplicach. Jest to jakiś znak odnowy, nawrócenia i powrotu do prawdziwych wartości.
 
Byli apostołowie, była żywa droga krzyżowa, były łzy radości i przebaczenia. To wszystko daje nadzieję na lepsze, bardziej ludzkie jutro.
 
ks. Stanisław Jeż 
Chimoré - Boliwia 
Głoście Ewangelię 3(1998), s. 25-26.