Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Andrzej Mitera

Ks. Andrzej Mitera podjął pracę na misjach w Boliwii w styczniu tego roku, dołączając do ks. Stanisława Jeża. Ewangelizuje w tropiku. W pierwszym liście pisze oczywiście o pierwszych wrażeniach. 
Chimoré, luty 1998 r.
 DRODZY PRZYJACIELE! 
 
Piszę ten list, aby się podzielić moimi pierwszymi wrażeniami, nową sytuacją, pierwszymi spostrzeżeniami oraz moim pierwszym doświadczeniem jako księdza misjonarza, który stanął po raz pierwszy w zupełnie nowej rzeczywistości. Każdemu, kto wyjeżdża z domu z Polski na długo, nasuwają się różnie myśli. Jedne utwierdzają go w przekonaniu o wyjeździe, inne odwrotnie: Dlaczego tak daleko? Co tam będzie? Czy wszystko się ułoży? Ale ostatecznie... Ja wyjechałem z wielkim przekonaniem, że właśnie na misjach, pracując dla Kościoła lokalnego w Boliwii, będę służył ludziom tak bardzo potrzebującym Pana Boga, czego doświadczyłem osobiście. Dopiero wtedy, gdy dotknie się tej rzeczywistości można ją zrozumieć. Kiedy słucha się o ludziach żyjących w "Trzecim Świecie", można sobie bardzo zdeformować prawdziwy obraz tego świata. Kiedy widzi się ich domki, ich ubóstwo w telewizji czy na kasecie video, można oceniać, ale bardzo subiektywnie rzeczywistość i ludzi, którzy tam mieszkają. Muszę się przyznać, że u mnie było podobnie, bo rzeczywiście telewizja czy prelekcje oddają rzeczywistość misyjną jako bardzo trudną, bardzo niebezpieczną. Przedstawiają misjonarza jako osobę, która przeżywa (co najmniej raz w tygodniu) trudne chwile. Być może jest w tym coś prawdy.
 
W relacjach telewizyjnych czy ustnych z terenów misyjnych, moim zdaniem, zapomina się o tym, że przede wszystkim mieszkają tu najzwyklejsi i najnormalniejsi ludzie, którzy przeżywają codzienne troski o dom i rodzinę, że są to ludzie mający swoją tradycję, kulturę i mentalność. Zanim popatrzy się na styl życia tych ludzi, najpierw trzeba wziąć pod uwagę właśnie to. Na początku trochę też mnie zdziwiła, a nawet zaskoczyła boliwijska rzeczywistość. Zadawałem sobie pytania, dlaczego te niesamowicie skromne domki są bez ścian i bez okien. Dopiero, gdy rozmawia się z Boliwijczykami, to wszystko się wyjaśnia. Gdy zapytałem, dlaczego nie budują lepszych domów, odpowiedź była prosta: bo jest gorąco i nie można inaczej budować. Zdziwiło mnie bardzo, że przy niektórych domkach stoi porządny samochód i też tak wielki kontrast: samochód i taki dom. Byłem bardzo mile zaskoczony, gdy ojciec, głowa rodziny bardzo poważny człowiek i bardzo serdeczny, odpowiedział na pytanie, czy nie lepiej wybudować lepszy dom: "Padresito, lepszy dom nie przyniesie mi dochodu, a ja mam na utrzymaniu moją rodzinę".
 
Gdy zrozumie się choć trochę mentalność Boliwijczyków zupełnie innymi oczami odbiera się rzeczywistość, mnie się wydaje, że bardziej adekwatnie.
 
Kolejnym moim doświadczeniem było to, że mieszkam w mocnym ładnym domku (muszę się przyznać, że jest wielki kontrast między naszym domkiem, a ich), i też jako "przesadny idealista" myślałem, że będzie ich to raziło, ale gdzie tam, oni cieszą się księżmi, cieszą się Mszą św. i nie mają żadnych "ale". Wśród takich ludzi, gdzie nie ma zazdrości, zawiści, chce się żyć i pracować.
 
Będąc już tutaj, znając warunki chciałbym bardzo serdecznie zaprosić wszystkich, którzy chcieliby poznać innych ludzi i być po prostu księżmi, nie tylko w Polsce.
 
Kończąc, serdecznie wszystkich pozdrawiam. 
ks. Andrzej Mitera 
Boliwia 
Głoście Ewangelię 4(1998), s. 27-28