Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko



Kolędnicy Misyjni - 2004 r.

   

NASZE DZIECI Z REPUBLIKI KONGA, BRAZYLII, BOLIWII I HAITI, CZYLI KOLĘDNICY MISYJNI ' 2004

Pierwszy projekt dotyczy nowej parafii w Kibangou, gdzie w tym roku pracę misyjną rozpoczął ks. Marian Pazdan, który w Afryce spędził już 14 lat. Parafia ma tylko kaplicę o wymiarach 12 m na 8 m i zakrystię o wymiarach 3 m na 4 m, które wymagają gruntownego remontu. Istnieje jednak wielka potrzeba domu dla dzieci afrykańskiego buszu w Kibangou. Jest to projekt ewangeliczny i socjalno-charytatywny. W tym domu dzieci będą poznawać Chrystusa i Jego ewangelię, przygotowując się poprzez katechizację do chrztu św. i do innych sakramentów świętych. W tym domu chłopcy będą mieć swoje spotkania ministranckie, a dziewczynki naukę tańca liturgicznego, również tutaj odbywałyby się próby chóru dziecięcego. Jakkolwiek w Kongo jest zawsze ciepło, a raczej gorąco, to tak się składa, że rok katechetyczny przypada na sezon deszczów i uczenie katechizmu oraz spotkania ewangelizacyjne "pod palmą" nie należą do przyjemności. W tym domu dzieci ze szkoły podstawowej (dwie szkoły po 600 dzieci w Kibangou) z klas od 1 do 6, bez względu na wyznanie, będą miały jedną salę, gdzie będzie biblioteka z ich podręcznikami szkolnymi i nauczyciel, który pomoże im w odrabianiu lekcji. Większość dzieci nie ma ani jednego podręcznika i uczy się tylko z tego, co przepisze za nauczycielem z tablicy szkolnej. Również dzieci z gimnazjum (College) czteroletniego (500 dzieci) będą miały swoją salę, a w niej podręczniki i nauczyciela udzielającego im pomocy. Potrzebne są więc stoły i ławki. W tym domu znajdować się będzie również sala, w której dzieci nieznające, co to jest telewizja, będą mogły oglądać filmy religijne, edukacyjne i oświatowe, a nawet bajki, by zaznały choć trochę radości. Potrzebny jest więc duży telewizor, video kasety i ławki do siedzenia.

W domu znalazłyby schronienie również dzieci z innych wiosek należących do parafii (około 60 wiosek), wtedy gdy przychodzą na święta lub zdawać egzaminy do gimnazjum, trwające często nawet tydzień. Potrzebne są wtedy przynajmniej cienkie materace, by dzieci nie spały na ziemi, dwa prysznice i dwie umywalki, by miały się gdzie umyć - Kibangou nie leży nad rzeką. W Afryce panuje zwyczaj, że ludzie z wiosek przychodzą do szpitala z chorymi dziećmi i przebywają na misji nawet po kilkanaście dni, dochodząc do szpitala leczyć dzieci. Tym dzieciom często trzeba będzie dać jeść i znależć potrzebne lekarstwa. Stąd też potrzebne jest jedno pomieszczenie na lekarstwa (aptekę) i drugie służące jako magazyn na żywność: ryż, olej, konserwy, sól, mleko w puszkach lub w proszku, odżywki dla dzieci oraz środki higieniczne. Wiadomo, że klimat tropikalny sprzyja chorobom i stąd wiele dzieci umiera z braku podstawowych szczepionek i leków.

Miejscowa ludność (Kibangou) ma również swój udział w realizacji tego projektu. Mieszkańcy zobowiązali się do zrobienia i wypalenia 5000 sztuk cegły, wydobycia piasku z rzeki na brzeg, wykopania fundamentów, noszenia wody do robienia zaprawy murarskiej oraz innych prac, które wynikną podczas realizacji projektu. Kwota potrzebna do zrealizowania tego projektu wynosi 33000 USD.

W przyszłości te trzy pierwsze sale będą stanowiły część szkoły katolickiej w Kibangou, bez której nie można sobie wyobrazić prawdziwej ewangelizacji. Na przykładzie parafii Kimongo zbudowanej przez ks. Jana Piotrowskiego, gdzie księża kongijscy, którzy pracują tam od kilku lat, dbają o struktury materialne misji, można mieć nadzieję, że gdyby w Kibangou zabrakło księdza białego, dom ten będzie zawsze użyteczny w działalności ewangelizacyjnej, charytatywnej i edukacyjnej. Jest to mozliwe tym bardziej, że niektórzy księża kongijscy odzyskali w swoich parafiach szkoły katolickie, zabrane Kościołowi za czasów komunizmu kongijskiego i szkoły te obecnie dobrze funkcjonują.

Drugim projekt przewiduje pomoc dzieciom w Gamboma. W 1999 roku Misja Katolicka w Gamboma odzyskała szkołę katolicką. Od początku uczniowie szkoły podstawowej primaire w 100% zdają egzaminy państwowe kończące ten etap edukacji. Szkoła jest w ścisłej czołówce szkół w regionie. Zyskała też duże uznanie społeczności lokalnej ze względu na swą rzetelność. Ciągle podnoszony jest poziom nauczania i wychowania chrześcijańskiego w college. Przy szkole, dwa razy w tygodniu czynne jest przedszkole prowadzone przez siostry zakonne. Docelowo planowane jest utworzenie kompleksu szkolnego od przedszkola do liceum. W zamyśle jest też poszerzenie oferty edukacyjnej o takie przedmioty, jak np. informatyka lub inne przedmioty przygotowujące do zawodu. Od samego początku szkoła boryka się z ogromnymi trudnościami finansowymi, spotęgowanymi wojnami domowymi, trwającymi w Rep. Kongo z większym lub mniejszym nasileniem od 1992 roku.

Rozpoczęte dzieło trzeba jednak kontynuować ze względu na niski stan edukacji w kraju, moralny rozkład społeczeństwa, a zwłaszcza młodzieży (narkomania, rozwiązłość seksualna, rozkład rodziny, trybalizm, postępujące ubóstwo, brak pracy, itp.). Dlatego projekt dotyczy rozpoczętego już dzieła wychowawczo-edukacyjnego, mogącego przynieść duże korzyści ewangelizacji i pomocy społecznej mieszkańcom Gamboma i okolic.

Projekt w Misji Katolickiej w Gamboma obejmuje: wybudowanie dwóch sal szkolnych (6 m x 9 m) dla pierwszej i drugiej klasy Parafialnej Szkoły Katolickiej, wyposażenie wyżej wymienionych sal w ławki szkolne, urządzenie laboratorium do wczesnego wykrywania malarii, zorganizowanie dożywiania dla dwóch najniższych klas (pierwszej i drugiej). Celem projektu jest stworzenie w Katolickiej Szkole w Gamboma możliwości edukacji dzieciom najmłodszym (6-8 lat), prowadzenie nauczania najmłodszych w godnych warunkach, wczesne wykrywanie malarii u dzieci, ułatwiające szybkie, tanie i skuteczne jej leczenie, zapobieganie niedożywieniu dzieci.

Misja Katolicka w Gamboma została erygowana w 1956 roku. Wkrótce powstały w dwie szkoły katolickie primaire: żeńska i męska, upaństwowione w 1965 roku. We wrześniu 1974 roku Misja została oficjalnie powierzona księżom z diecezji tarnowskiej. W roku 2004 wypada trzydziestolecie pracy księży tarnowskich w Gamboma. Na czas ich pracy w Gamboma przypadają: starania o zwrot szkół (co nastąpiło w 1999 roku), podstawowe remonty pozostałych tylko dwóch sal zwróconej szkoły, otwarcie w 2000 roku pierwszej klasy college, wybudowanie czterech nowych sal, które już funkcjonują, chociaż nie są całkowicie wykończone.

Dwie najniższe klasy, pierwsza i druga (czyli dzieci sześcio- i siedmioletnie) uczą się w najgorszych warunkach lokalowych, w bardzo ciasnych pomieszczeniach, wybudowanych także przez księży tarnowskich w 1982 roku, lecz do celów katechetycznych. Wybudowanie nowych sal jest niezbędne do nauczania według wymaganych przez państwo norm. Nowe sale szkolne będą budowane, podobnie jak cztery już powstałe, nie na terenie przewidzianym dla szkoły (chociaż należy on prawnie do Misji Katolickiej), ale blisko kościoła i na parceli kościelnej jako sale parafialne, nie szkolne, gratisowo jednak wypożyczane szkole katolickiej. Jest to zabezpieczenie na przyszłość, gdyby szkoła nie mogła funkcjonować oficjalnie, by budynki były wykorzystane dla celów duszpasterskich.

Szkoła sprzyja katechizacji dzieci, obowiązkowej dla wszystkich, prowadzonej przez księży i siostry zakonne. Przez kontakt z rodzicami, nauczycielami oraz władzami świeckimi odpowiedzialnymi za nauczanie katechizacja w sensie szerzej pojętym rozciąga się na bardzo wielu ludzi, często będących z dala od Kościoła, a jej pozytywny charakter (przekazywane wartości, rzetelność pracy nauczycieli i uczniów, systematyczność pracy szkoły, poziom nauczania) był dobrze postrzegany przez społeczność lokalną w ciągu minionego pięciolecia.

Sale szkolne, zwłaszcza te blisko kościoła, wykorzystywane są również do katechizacji dzieci nieuczęszczających do szkoły katolickiej, na spotkania grup parafialnych, do przyjęcia na sesje formacyjne katechistów z wiosek.

Niezbędną rzeczą są ławki szkolne, ponieważ, oprócz tablicy wymalowanej na ścianie i podręczników uczniów należących do szkoły, jest to jedyne wyposażenie klas.

Często dzieci w szkole mają gorączkę, bóle, wymioty spowodowane atakiem malarii. Są odsyłane lub odwożone do domu ze względu na ciężki stan zdrowia. Czasem, według możliwości szkoły, najbiedniejsi otrzymują też podstawowe leki przeciwbólowe i przeciwmalaryczne. Z braku odpowiednich środków finansowych rodzice zazwyczaj zaniedbują właściwe leczenie malarii w szpitalu, odkładając je na później, co prowadzi do anemii i innych powikłań zdrowotnych. Wczesne wykrycie malarii ułatwia szybkie, tanie i skuteczne jej wyleczenie. By rozpoznać malarię, potrzebny jest mikroskop i odczynniki do zabarwienia krwi. Nabycie mikroskopu, bardzo prostego, z jednym okularem i na światło dzienne (lusterko) pozwoli uniezależnić się od usług szpitala (gdzie badanie takie jest stosunkowo drogie) i w każdym dogodnym czasie wykonać analizę krwi, by skutecznie pomóc dzieciom chorym na malarię. Taka propozycja, by uruchomić punkt pomocy dla chorych, zwłaszcza na malarię, istnieje od początku działalności szkoły. Przeszkodą były pilne prace remontowe i budowlane, a zwłaszcza brak mikroskopu.

Dzieci w Gamboma zazwyczaj nie umierają z głodu, ale są często niedożywione. Niektóre przychodzą rano do szkoły, nie mając możliwości spożycia posiłku, aż do końca nauki (do godziny 12-ej). Potem czekają na popołudniowy posiłek w rodzinie, często jedyny w ciągu dnia. Dożywianie wpłynęłoby pozytywnie na wyniki szkolne dzieci, ich właściwy rozwój fizyczny i psychiczny i ogólną poprawę ich sytuacji. Zatem projekt obejmowałby d ożywianie dzieci. Dziennie dla jednego dziecka potrzeba 0,3. Posiłki otrzymywałoby 80 dzieci przez 221 dni roku szkolnego. Na projekt ten księża proszą sumę 17871 - plus koszt zakupu mikroskopu.

Trzeci projekt dotyczy dzieci z Saramandaia, parafii na faveli w Brazylii, gdzie pracuje ks. Mariusz Berko. Parafia ta to favela, uznawana przez większość jako najbardziej niebezpieczna i biedna w trzymilionowej metropolii Salvadoru. Powstała przez tak zwaną inwazję ludzi biednych, którzy zbudowali swoje domki-baraki z materiału, jaki był pod ręką. Do dziś wiele rodzin żyje w deskowo-tekturowych slumsach. Nie ma tu kanalizacji, dróg i jakiejkolwiek infrastruktury miasta. Bliskość osiedli bogatych sprzyjała rozwojowi przemytu narkotyków, jak i frustracji wielu mieszkańców faveli. Przez ostatnie kilka lat Saramandaia przeszła falę olbrzymiej przemocy. Ci, którzy mieli minimum możliwości, uciekli z faveli. Pozostali najbiedniejsi, zranieni, porzuceni, w tym wiele dzieci. Od roku sytuacja znacznie się poprawiła i można na faveli w miarę normalnie żyć i funkcjonować. Parafia św. Franciszka zawsze była przy ludziach cierpiących, oferując pomoc, na ile było to możliwe.

Projekt, który chcemy zrealizować, dotyczy domu dla dzieci faveli, które często widziały śmierć, odczuwają głód i lęk. Udało się już wyremontować i otworzyć jeden z domów, gdzie codziennie przyjmujemy i karmimy ok. 60 dzieci. Jednak jak na favelę, gdzie żyje ok. 30 tysięcy ludzi, to nie wystarcza.

Przy pomocy kolędników misyjnych diecezji tarnowskiej, pragniemy zbudować i otworzyć 'Dom nadziei dla dzieci faveli Saramandaia' na wzgórzu śmierci (wzgórze otoczone murem z betonu). Nie ma tam szkoły, nie ma sklepów, urzędów, a zejście do rejonu dolnego grozi czasem nawet śmiercią z rąk gangu rywali. Dzieci nie mają, żadnej opieki tak ze strony instytucji, jak i rodziny. "Dom nadziei", ma im pomóc przez dokarmianie, edukację i formację moralną.

W domu tym ok. 60 dzieci otrzymywałoby posiłek, a te, które są niedożywione, odpowiednie leki i witaminy. Chcemy zapewnić im też opiekę higieniczna i medyczną. Zasadniczym zadaniem jest formacja religijna i moralna dzieci, często pod tym względem bardzo zaniedbanych. Tu również dzieci będą mogły zdobyć podstawowe wykształcenie (czytanie, pisanie).

W godzinach wieczorowych około 60 młodzieży korzystałoby z kursów: alfabetyzacji, kulinarnych, paramedycznych etc. i innych. Chcielibyśmy objąć opieką również dzieci nienarodzone przez dożywianie ok. 30 kobiet w stanie błogosławionym.

Opiekę nad dziećmi i domem sprawowałoby pięć nauczycielek i trzy osoby do pomocy (kuchnia, sprzątanie)."Dom nadziei" byłby otwarty codziennie od 7 00 do 21 00 bez możliwości nocowania (tylko w sytuacjach krytycznych). Planujemy wybudować go przy istniejącej tam kaplicy na terenie należącym już do parafii.

Parafia włączając się w projekt, ofiaruje 500 dolarów. Kwota, o którą prosi ks. Mariusz Berko, wynosi 12366 dolarów.

Czwarty projekt to pomoc dzieciom w Boliwii z parafii Omereque, do której należy 27 wiosek, a sama liczy około 6000 mieszkańców. W parafii tej od kilku lat pracuje ks. Leszek Pach. Teren parafii rozciągnięty jest na przestrzeni 140 km. Wielkim problemem jest tu katechizacja dzieci, a szczególnie przygotowanie ich do pierwszej spowiedzi i Komunii św. Dzieci te znajdują się w trudnej sytuacji materialnej, a ze względu na olbrzymie odległości i brak katechistów pozbawione są możliwości korzystania z systematycznej katechezy. Zagrożone są też różnymi patologiami w swoim środowisku, a nawet we własnych rodzinach. Wielkim problemem jest niedożywienie dzieci i brak troski rodziców o ich religijne wychowanie. Dlatego projekt dotyczyłby pomocy tym dzieciom podczas wakacji. W internacie, znajdującym się na terenie parafii, chcemy zorganizować pomoc duchową i materialną dla tych będących w najtrudniejszej sytuacji (ok. 200 dzieci). Pomoc duchowa to przede wszystkim nauczenie podstawowych zasad związanych z wiarą katolicką, pacierza, oraz zwrócenie uwagi na niebezpieczeństwo związane z sektami, których w tym rejonie jest dużo. Chcąc zrealizować to przedsięwzięcie, potrzebujemy co najmniej dwóch katechistów, którzy znają język kechua (keczua), kogoś do opieki, aby zapewnić dzieciom bezpieczeństwo, właściwą higienę oraz osobę, która zajęłaby się przygotowaniem posiłków. Koszt związany z bezpiecznym transportem dzieci z wiosek jest dosyć znaczny, także zakup żywności, środków higieny oraz opłaty prądu i wody. Dlatego kwota potrzebna do realizacji projektu wynosi 2500 dolarów.

Piąty projekt dotyczy budowy przedszkola w parafii św. Franciszka w Alto de Coutos w Salwadorze w Brazylii, gdzie proboszczem jest ks. Witold Maślanka. Parafia ta znajduje się na przedmieściach miasta Salwador w jednej z najbiedniejszych i najniebezpieczniejszych dzielnic miasta o nazwie Coutos. Parafia liczy ok. 70 tys. mieszkańców i jest podzielona na osiem wspólnot. Jedną z nich stanowią ludzie w 100 procentach zamieszkujący favele, gdzie rozmiar ubóstwa materialnego, duchowego, moralnego i religijnego jest bardzo wielki. Największymi ofiarami tego ubóstwa są dzieci, które od wczesnych lat uzależniane są często przez rodziców od alkoholu czy narkotyków.

Dlatego też nasza parafia podjęła się trudu budowy przedszkola dla dzieci, aby zapewnić im odpowiednie wychowanie i właściwą opiekę. Przedszkole to będzie skupiało dzieci w wieku od 1 do 4 roku życia, aby póżniej mogły one kontynuować naukę w szkole, którą prowadzi parafia. Chcielibyśmy przyjąć 40 dzieci w dwóch przedziałach wiekowych: od 1 do 2 i od 3 do 4 roku życia. Głównym celem pracy przedszkola będzie troska o wychowanie dzieci w duchu katolickim. Chcemy też przygotować niektórych rodziców, aby oni sami byli opiekunami i wychowawcami w przedszkolu.

Wkład parafii w projekt to cała konstrukcja w stanie surowym bez przykrycia. Całość kosztów budowy to 11250 $ (jedenaście tys . dwieście pięćdziesiąt dolar ów )

Szósty tegoroczny projekt związany jest z funduszem PDMD i dotyczy dzieci z Haiti. Włączając się w ten projekt, podobnie jak w ubiegłym roku, solidaryzujemy się z Ojcem Świętym i pomagamy tym dzieciom, którym pomaga cały świat, tworząc fundusz papieski.

Jeżeli wystarczy funduszy wspomożemy również dzieci z Białorusi, wśród których w parafii Ducha Świętego w Witebsku pracuje ks. Adam Dynak. Chodzi o wychowanie religijne i nie tylko, dzieci z niepełnych i wielodzietnych rodzin. Projekt opiewa na sumę 2673 euro.

 

INZO YA LUZOLO 

VII spotkanie kolędników misyjnych diecezji tarnowskiej, Tarnów-Mościce

 

Dzień 8 stycznia 2005 roku nie był ani trochę podobny do mroźnych, styczniowych dni. Wręcz przeciwnie, słońce, 15-stopniowe ciepło i śpiewające ptaki nie oddawały zimowej aury. To jednak nie przeszkadzało, a wręcz pomogło tysiącom dzieci przybyć do parafii NMP Królowej Polski w Tarnowie-Mościcach na VII już spotkanie kolędników misyjnych, którzy w okresie Bożego Narodzenia odwiedzali rodziny naszych parafii, głosząc wraz z Dobrą Nowiną o narodzeniu Chrystusa prawdę, że miliony dzieci i dorosłych ciągle oczekują na Ewangelię.

Ponad 2,5 tysiąca dzieci z 82 parafii tarnowskiej diecezji już od godz. 8 rano zaczęło wypełniać świątynię. Widok zaiste imponujący, przecież to ponad 500 królów, tyleż samo ubogich afrykańskich i latynoskich dzieci, to ponad 500 "Maryjek" i tyluż towarzyszących im mieszkańców nieba - aniołów, to kilkaset przepięknych kolorowych gwiazd. Trzeba jednak uświadomić sobie, że te 2,5 tys. dzieci to tylko przedstawiciele ponad 11-tysięcznej armii misyjnych kolędników, zaangażowanych w głoszenie Ewangelii podczas okresu Bożego Narodzenia w parafiach naszej diecezji.

Nie dziwi zatem, że pod wpływem tej gorącej miłości do Nowonarodzonego i dzieci z krajów misyjnych ustąpiły nawet chłody zimy kalendarzowej, a wiosenna pogoda przypominała, że to wiosna ewangelizacji. Widok zaś tysięcy dzieci, odkrywających sens swojej wiary i świadomie ją podejmujących, dał nadzieję i ukazał nowe oblicze Kościoła, Kościoła młodego, pełnego zapału i całym sercem oddanego Chrystusowi i Jego Ewangelii.

Po zapisaniu grup w recepcji i odebraniu przez opiekunów pamiątkowych plakietek dla wszystkich zgłoszonych dzieci, kolędnicy wraz z opiekunami: kapłanami, siostrami, katechetkami, rodzicami i nauczycielami przygotowywali się do rozpoczęcia Eucharystii.

Punktualnie o godz. 10.00 pod przewodnictwem ks. biskupa Stanisława Budzika rozpoczęła się msza św. Ponad trzydziestu koncelebransaów wprowadzonych było uroczyście przez grupę dzieci, przebraną za Afrykańczyków, które w rytmie afrykańskich instrumentów muzycznych wykonywały liturgiczny taniec, podobnie jak robią to ich rówieśnicy na tamtym kontynencie.

Podczas Eucharystii dzieci modliły się za rówieśników z Rep. Konga, Brazylii, Boliwii, Haiti i Białorusi, którym w tym roku, jako kolędnicy misyjni, przychodziły z pomocą. Nie zapomniały też o misjonarzach, o tych, którzy otwierali drzwi misyjnym kolędnikom i ofiarach tsunami w Azji.

Cudem miłości nazwał podczas kazania biskup Stanisław to, co czynią kolędnicy, dodając jednocześnie za Ojcem Świętym, że ten cud nie może się zakończyć wraz z kolędowaniem, ale ma się przedłużyć na całe życie przez ich zaangażowanie w Papieskie Dzieło Misyjne Dzieci. Ziarenko biedaka - o którym mówił Ksiądz Biskup - ofiarowane królowi, powróciło do biedaka jako złote i stało się symbolem, że wszystko, co czynione jest z miłością i oddawane Największemu z królów, zamieniane jest przez Boga w bezcenne skarby. Trzeba, aby w dzieciach obudzić i podtrzymać zapał misyjny, aby uświadomić im, że te zwykłe ziarenka modlitwy, dobrych uczynków i te małe symboliczne grosiki, oddawane każdego dnia w cichości i prostocie serca, Jezus potrafi przemienić w nieocenione skarby wiary i miłości wśród dzieci z krajów misyjnych, jak również w tych, którzy czasem z wielkim poświęceniem oddają skromne i maleńkie ziarenka Królowi. Ksiądz Biskup pogratulował małym budowniczym tegorocznych inzo ya luzolo , czyli domów miłości, powstałych z ziarenek trudu.

W procesji z darami oprócz egzotycznych owoców, przyniesionych przez "afrykańskich" tancerzy, znalazły się zabawki zrobione z puszek, złomu i patyków, jakimi bawią się dzieci z krajów misyjnych, kubek mleka i chleb na znak solidarności z głodującymi, zobowiązanie do niegrymaszenia, kongresowa świeca - znak zapalania światła nadziei dla tych, którzy jej nie mają, hostia i wino, które przemienione w Ciało i Krew Jezusa przychodzącego w Komunii, umacniają do dawania świadectwa Jezusowi.

Po zakończeniu Eucharystii uczestnicy, chociaż wprawdzie nie byli zmarznięci, jednak chętnie skorzystali z przygotowanego posiłku. Podczas godzinnej przerwy mogli też zobaczyć piękną ruchomą szopkę i nawiązać nowe znajomości.

Przerwę pracowicie spędzało 12-osobowe jury konkursu na najładniejsze przebranie kolędnicze, w którym to konkursie wzięło udział 64 grupy. Wybór był bardzo trudny i choć wyróżnionych zostało kilka parafii. Ostatecznie I miejsce przypadło parafii Stary Sącz, II -par. Grybów, III - par. Iwkowa a IV par. Gródek k. Grybowa). W kościele, co prawda zwyciężcą została ogłoszona inna parafia, ale z powodu niespełnienia warunków konkursu została zdyskwalifikowana. Dzieci wyjechały z przekonaniem, że w przedsięwzięciu kolędników misyjnych wszyscy są wygrani, nie ma przegranych. Każdy, kto wędruje z Dobrą Nowiną, jest zwycięzcą nad własnym egoizmem, lenistwem, wygodnictwem, a konkurs jest tylko formą zabawy i mobilizacją do przygotowywania pięknych strojów.

Z wielkim zainteresowaniem wszyscy obejrzeli film ukazujący widzialne efekty kolędowania ubiegłych lat: szpital w Bagandou oraz szkołę w Modale w Rep. Środkowoafrykańskiej. Film umocnił w przekonaniu, że warto podjąć trud, choćby dla jednego uśmiechu na twarzy chorego dziecka, które wyleczone zostało we wspomnianym szpitalu.

Przedstawiciele parafii - gospodarze spotkania - w imieniu wszystkich zakolędowali Księdzu Biskupowi i podziękowali za wspólną modlitwę, bezpośredniość i spędzony z nimi czas.

Gratulacje oraz zachętę do całorocznego zaangażowania w PDMD otrzymali kolędnicy od ks. Jana Piotrowskiego i s. Joanny Lendzion, stałych gości z centrali krajowej PDM w Warszawie.

Z sercami pełnymi radości i z poczuciem spełnienia dobra przez misyjne kolędowanie, umocnieni błogosławieństwem Bożym, przekazanym przez posługę Biskupa Stanisława, kolędnicy powoli opuszczali świątynię w Tarnowie-Mościcach, spod której w różne strony diecezji odwoziły ich dziesiątki autokarów.

Co stanie się z ziarenkami dobra, które dzieci chciałyby ofiarować Królowi? Czy my, dorośli opiekunowie parafialnych grup, katecheci, duszpasterze, rodzice damy szansę dzieciom, aby mogły odnaleźć w swych rękach przemienione w złoto ziarenka modlitwy, ofiary, dobrych uczynków i wyrzeczeń z części kieszonkowego, ofiarowanych dla swoich rówieśników z krajów misyjnych w ramach PDMD? Pomóżmy zatem tej najmłodszej cząstce Kościoła uwierzyć, że od nich zależy bardzo wiele, że to oni są wiosną Kościoła, również tego misyjnego. A sami zadajmy ostatnie pytanie: Co z naszymi ziarenkami? Czy je mamy i czy damy sobie szansę, aby powróciły one do nas złote? Jestem pewna, że tak, dlatego takiej niezliczonej ilości złotych ziaren dzieciom, opiekunom, wychowawcom i sobie życzę.

s. Kinga Kozdrój SNMP

Konkurs na stroje - Kolędnicy misyjni 2004

I miejsce - parafia św. Elżbiety w Starym Sączu
II miejsce - parafia św. Katarzyny w Grybowie
III miejsce - parafia Podwyższenia Krzyża św. w Jwkowej

Grupa kolędników z parafii św. Elżbiety w Starym Sączu

Konkursy fotograficzny - Kolędnicy misyjni 2004

I miejsce parafia - Iwkowa
II miejsce - parafia Krościenko
III miejsce - parafia Czermin

Przygotowanie do kolędowania
Podczas Eucharystii na rozesłania kolędników
Kolędnicy w drodze
Z kolędą w domu
Podczas Eucharystii na zakończenie kolędowania

 

 

 

Wydział Misyjny Diecezji Tarnowskiej, ul. Legionów 30, 33-100 Tarnów, tel. 014/63-17-370; fax 014/63-17-379;