Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko



Ośmielili się pójść z ewangelią...

 

Diecezja tarnowska Kościołowi w Peru
 
W tym roku mija 10 lat od wyjazdu pierwszych misjonarzy fidei donum z diecezji tarnowskiej do Peru.1 W sierpniu 1991 roku do tego dalekiego kraju w Ameryce Południowej zostali posłani przez ówczesnego biskupa tarnowskiego Józefa Życińskiego, dwaj księża: ks. Edward Wal pochodzący z parafii Zagórzany i ks. Piotr Sorota pochodzący z parafii Szalowa. Kontekst tego wyjazdu był nie tyle ciekawy ile raczej dramatyczny. Oto bowiem, dopiero co, w pierwszych dniach sierpnia 1991 roku terroryści ze Świetlistego Szlaku zamordowali w górskiej wiosce Pariacoto - diecezja Chimbote - dwóch polskich bardzo młodych franciszkanów konwentualnych: o. Zbigniewa Strzałkowskiego pochodzącego z parafii Zawada k. Tarnowa i o. Michała Tomaszka z Łękawicy na ziemi żywieckiej.2 Piszący te słowa oraz wielu innych tarnowskich kapłanów pracujących w Peru odwiedziło groby męczenników misjonarzy, gdzie do dziś można doznać niezapomnianych wrażeń. W tym miejscu męczeństwa, z daleka od rodzinnych stron, ich ofiara bez słów jest wielką duchową mową i ewangelicznym przesłaniem dla samych misjonarzy, jak i dla wiernych tam żyjących.
Pisząc tę niewielką „kronikę” misyjnych wydarzeń z minionych 10 lat, dzisiaj zupełnie inaczej odczytujemy te tragiczne wydarzenia i sam wyjazd tarnowskich fideidonistów na peruwiańską ziemię. Czas bowiem leczy rany, uspakaja emocje, pozwala zracjonalizować sytuację, chociaż z pewnością na wszystko trzeba popatrzeć oczami wiary i z odrobiną pokory. Gdzieś bowiem realizuje się Boży plan, którego uczestnikami są również polscy i tarnowscy kapłani na peruwiańskiej ziemi.
 
W peruwiańskie Andy
 
Peru to bardzo górzysty i rozległy kraj, prawie 3 razy większy od Polski, z ok. 25 milionami mieszkańców. Jego malownicze widoki, bogactwa naturalne, jak: góry, lasy, rzeki, plaże i ocean stanowią osobliwy urok. Nie brak tu bogactw mineralnych: złota, srebra i ropy naftowej. Lista ta jest z pewnością o wiele dłuższa, ale przecież to znajdziemy w encyklopediach czy w fachowych opracowaniach o tym uroczym kraju. Chociaż koniecznie trzeba dodać, że geograficznie Peru dzieli się na Costę - wybrzeże, Sierrę - góry i Selwę - las. Podział ten jest zasadniczo południkowy, a czymś osobliwym jest rozległa i tropikalna peruwiańska Amazonia. Położenie geograficzne i podział na 3 obszary geograficzne sprawiają, że w tym kraju jest bardzo wiele stref klimatycznych, co sprzyja okresom wegetacji w różnym czasie wielu różnorakich roślin oraz znacznie ułatwia uprawę ziemi i sadownictwo. Peru jest ojczyzną ziemniaka, a kukurydza jest również bardzo często i chętnie spożywana. Osobliwością wśród bogatego i tradycyjnie różnorodnego menu jest pachamanca, czyli specjalne danie przygotowane z mięsa i ziemniaków.
W takim oto kraju, na lotnisku Jorge Chavez w Callao niedaleko Limy, wylądowali nasi pierwsi tarnowscy księża. Po nauce języka hiszpańskiego ks. Edward Wal i ks. Piotr Sorota podjęli pracę w diecezji Huancavelica w wysokich peruwiańskich Andach. Pasterzem tej diecezji od prawie 20 lat jest irlandzki misjonarz biskup William Molloy. Tymczasem, po kilkumiesięcznym pobycie w górach, ks. Piotr zmienił miejsce i przez kilka lat pracował w parafii Nuestra Señora de Nazaret dzielnica Los Sauces w stołecznej Limie. Pierwsze lata ich pracy misyjnej wpisane były w groźny i podejrzliwy klimat terrorystycznej działalności Świetlistego Szlaku, o czym zresztą oni sami pisali czy osobiście opowiadali podczas wakacyjnych pobytów w Polsce.3
Po pewnym czasie, we wrześniu 1992 roku, do naszych kapłanów dojeżdża ks. Ryszard Zieliński, pochodzący z parafii Iwkowa. Kiedy znajomość języka już mu na to pozwoliła, podjął współpracę ze swoim starszym kolegą ks. Edwardem w parafii Huando. Tam, w pełnych uroku, a jednocześnie niedostępnych i niebezpiecznych peruwiańskich Andach, obydwaj głoszą Ewangelię, począwszy od malowniczych dolin rzeki Mantaro aż do najwyżej położonych wiosek, gdzie dzisiaj obecność kapłana należy jeszcze do rzadkości. W tej diecezji od wielu lat do dziś pracują księża z diecezji opolskiej.
Praca ks. Ryszarda to swoisty rozdział walki z samotnością i trudnym klimatem, nowe, wciąż czekające na kapłana, wysokogórskie wioski, katecheza i budowa centrum duszpasterskiego. Dziś warto sięgać do barwnych i z troską napisanych listów ks. Ryszarda, zamieszczonych w tarnowskim diecezjalnym biuletynie misyjnym „Głoście Ewangelię”. Są one doskonałą kroniką jego lat pracy, duszpasterskich doświadczeń, wewnętrznych przeżyć i spotkań z ludźmi o innej kulturze. Jednakże oni wszyscy, nawet ci ze swoimi słabościami ludzkimi i ogromną niewiedzą religijną, czekają wciąż na Ewangelię. To Ewangelia jest ich jedyną nadzieją. Przez wiele lat misyjna działalność ks. Ryszarda obejmowała tereny trzech parafii: Anco, Paucarbamba i Churcampa. Ks. Ryszard ma najdłuższy staż misyjny spośród tarnowskich księży, bowiem w roku 2002 minie 10 lat od jego posłania do Peru.
Otwarta „brama” peruwiańskiego Kościoła dla księży z Tarnowa sprawia, że posyłani byli i nadal są kolejni kapłani. W 1993 roku pracę w Peru podejmuje ks. Czesław Haus pochodzący z parafii Tropie. Nauka języka hiszpańskiego to jego pierwsze misyjne zadanie, a kiedy przeszedł już pierwszą misyjną szkołę, rozpoczął pracę w górach, tworząc wraz z kolegami trzyosobowy zespół misyjny. Praca w górach ma swoje uroki, tam odkrywa się bogactwa peruwiańskiej duszy, folklor i dawne obyczaje Indios, a także dawne wierzenia i nadzwyczajne piękno przyrody. Jednakże z czasem wielu misjonarzy, z powodu wysokości i złych warunków klimatycznych, opuszcza góry i podejmuje pracę na wybrzeżu.
Z Polski, po bardzo krótkiej aklimatyzacji w stolicy, prosto w góry przyjechał w sierpniu 1999 roku ks. Wojciech Wątroba pochodzący z parafii Biadoliny Radłowskie pracujący od początku z ks. Ryszardem w ogromnej górskiej parafii w Churcampa. Dziś jest on odpowiedzialny za parafię w Paucarbamba. Ogólnie ta cześć Peru, czyli departament Huancavelica w centralnych Andach, należy do najbiedniejszych i najbardziej zaniedbanych pod względem gospodarczym i cywilizacyjnym. Obecnie parafia Churcampa ma trzech duszpasterzy, a w Anco, które przez lata obsługiwał ks. Ryszard, od niedawna pracuje peruwiański kapłan.
 
Lima miasto niebywałych kontrastów
 
Lima jest pięknym, a nawet czarującym miastem, o wielkich tradycjach historycznych jako stolica wicekrólestwa Hiszpanii. Jest to miasto siedziby arcybiskupa, pięknych barokowych kolonialnych kościołów i licznych uniwersytetów - w tym najstarszego uniwersytetu na tym kontynencie. W Limie przedmiotem największej czci Peruwiańczyków jest obraz Seńor de los Milagros w kościele karmelitanek, gdzie doroczna procesja gromadzi kilkusettysięczne tłumy wiernych. Tu rozwija się przemysł i handel wszelkiego rodzaju. Niektóre piękne dzielnice, jak Molina czy Miraflores, mogą zauroczyć przybysza z Polski. Szerokie arterie komunikacyjne, piękno parków, liczne banki, restauracje, nowoczesne budowle ze szkła i aluminium kontrastują z wielkimi pueblos jovenes to wciąż powstające, przeludnione i biedne dzielnice na obrzeżach Limy gdzie poziom warunków życia nie jest do pozazdroszczenia. Te dzielnice nędzy nie mają jeszcze tak bardzo potrzebnych struktur: kanalizacji, dróg, wody, szkół, szpitali, kościołów i kaplic. Ale przecież i tam ktoś musi głosić Dobrą Nowinę, chociaż kandydatów do tej pracy jest jeszcze niewielu. Tam dopiero wyraźnie widać, jaka jest perspektywa misji!
Lima to miliony ludzi, ale najprawdopodobniej nikt nie wie, ilu mieszkańców liczy ona tak naprawdę. Do pracującego już w Limie ks. Piotra Soroty przybył z gór ks. Czesław. Jednak wkrótce podejmuje samodzielną pracę, organizując od podstaw nową parafię Miłosierdzia Bożego w rezydencjalnej i dosyć zadbanej dzielnicy Surco. Czyniąc wielki skrót historyczny, trzeba powiedzieć, że w krótkim czasie wybudował piękne sanktuarium Miłosierdzia Bożego, które poświęcił arcybiskup Limy Juan Luis Cipriani Thorne4 w obecności naszego biskupa Wiktora Skworca oraz innych obecnych tam biskupów w dniu 30 grudnia roku 2000.
Do pracy w Limie w czerwcu 1994 roku przybył z kolei ks. Czesław Faron pochodzący z parafii Stary Sącz. Współpracował on z ks. Piotrem, a po jego wyjeździe do Europy jest on proboszczem nowej parafii Nuestra Señora de la Evangelización na La Calera de la Merced, wydzielonej z jego pierwszej parafii. Swoją misyjną pracę w Limie rozpoczęli również księża: ks. Henryk Chlipała pochodzący z parafii Kamienica, który przybył do Peru w styczniu 1999 roku, współpracując do roku 2000 z ks. Czesławem Faronem. Współpracownikiem ks. Czesława Hausa był ks. Grzegorz Łukasik z Leszczyny, pracujący w Limie od lipca 1999 roku do lutego roku 2001. Bowiem od tego czasu podjął pracę misyjną w parafii Churcampa wraz z ks. Ryszardem Zielińskim i ks. Wojciechem Wątrobą.
 
Przez Ticlio do archidiecezji Huancayo
 
Od Limy trzeba przejechać ok. 400 km, aby się znaleźć w archidiecezji Huancayo. Po drodze można oglądać u nas nigdzie niespotykane wysokie i malownicze góry, pokonując jednocześnie najwyżej położoną na świecie przejezdną przełęcz na Ticlio. Tam też, na wysokości 4818 m. n.p.m. przechodzi wysokogórska kolej andyjska, zbudowana w XIX przez polskiego inżyniera Ernesta Malinowskiego. Od 1999 roku znajduje się tu monument upamiętniający jego działalność i osiągnięcia inżynieryjne, wybudowany przez kilka przedsiębiorstw z Polski.
Misyjne powołania w diecezji tarnowskiej do pracy w Peru nie ustają. Bo oto trzech młodych kapłanów: ks. Mirosław Maciasz z Czchowa, ks. Wiesław Mikulski ze Starego Wiśnicza oraz ks. Wiesław Tworzydło z Królówki ląduje na peruwiańskiej ziemi we wrześniu 1996 roku. Po nauce języka i organizacyjnych „przygodach” w Limie w styczniu 1997 roku podejmują swoje misyjne zadania w archidiecezji Huancayo, gdzie pasterzem jest arcybiskup José Ríos. Gorliwie obsługują dwie parafie: św. Jana Vianney’a na Pio Pata oraz parafię w dzielnicy Justicia. Jeden z nich, ks. Wiesław Mikulski, był przez pewien czas wychowawcą w wyższym seminarium duchownym.
Ale to nie koniec, gdyż potrzeby misyjne są wielkie. W styczniu roku 2000 przybyli do archidiecezji Huancayo kolejni księża: Bogdan Trzópek i Mariusz Maziarka. To oni, wraz z ks. Wiesławem Tworzydło, podjęli pracę w opuszczonej od bardzo dawna parafii św. Marii Magdaleny w Marco - w pobliżu historycznej stolicy Peru - miejscowości Jauja. W tej parafii jest wiele kaplic, dlatego trzeba dzielić obowiązki na trzech, aby zaspokoić oczekiwania swoich wiernych. Góry przyciągają jak magnes, a niektórzy mówią, że mają one swoich wielbicieli. Pewnie i do takich należą nasi tarnowscy kapłani. Ks. Tomasz Paluch z parafii Szynwałd i ks. Jacek Olszak z parafii Świniarsko od stycznia roku 2001 wraz ze swoim kolegą, już tam pracującym ks. Wiesławem Tworzydło objęli parafię w Andamarca archidiecezja Huancayo. Na terenie tej archidiecezji pracuje połowa z 14 naszych księży obecnych w Peru.
 
Przedmieścia Limy
 
Być może nie będzie to zbyt pretensjonalne opisywać parafię Narodzenia Matki Boskiej w Huachipa w nowo utworzonej diecezji Chiosica, której ordynariuszem jest biskup Norberto Strotmann. Jest ona jednak szczególnym zjawiskiem socjologicznym i duszpasterskim. Tutaj bowiem krzyżuje się cywilizacja miejska i obyczaje ludzi gór, tu spotyka się ludzi bogatych i wykształconych, ale przede wszystkim ludzi biednych i prostych. Do tej nowej i rozległej parafii przybył w 1997 roku, piszący te słowa, ks. Jan Piotrowski z parafii Szczurowa. Po kilku miesiącach z powodu choroby wyjechał, aby po operacji powrócić znów do organizowania tej nowej parafii. Tu jego współpracownikiem został od lutego roku 2000 ks. Henryk Chlipała, pracujący dotąd w Limie. On też obecnie jest proboszczem, a jego współpracownikiem od stycznia roku 2001 jest ks. Paweł Paździoch, pochodzący z Parafii NSPJ w Tarnowie. Między rzeką Rimac, a otaczającymi parafię pustynnymi górami księża mają do obsługi 15 kaplic i miejsc spotkań na Eucharystię czy katechizm, którymi są również szkoły lub pullkay wasi - świetlica. Parafia nad rzeką Rimac jest również „bramą” do Limy, gdyż tędy prowadzi droga z peruwiańskich gór. Dlatego też nie brakuje tu częstych koleżeńskich odwiedzin!
Osobliwością tej parafii są nie tylko różnice społeczne czy religijne. Tysiące spośród żyjących tam ludzi nigdy nie miało solidnej katechezy, a wierni widzieli kapłana udzielającego sakramenty i odprawiającego mszę św. najczęściej w czasie fiesty. Fiesta to nic innego jak uroczysty odpust ku czci świętych patronów, mający swoje obrzędy i zwyczaje, czasem jednak bardzo niemoralne i pogańskie.5 Nie tylko ta parafia, ale wiele innych jej podobnych ma niełatwą drogę ewangelizacji i wierni, a szczególnie katecheci świeccy, potrzebują solidnej formacji, aby budować dynamiczną chrześcijańską wspólnotę.
 
Co ofiarujemy misjom?
 
Wspomnienia lub nawet bardzo solidna kronika minionych wydarzeń misyjnych niewiele zmienią, jeśli my, jako chrześcijanie, nie wyrobimy w sobie szlachetnych postaw do zrozumienia, czym jest współpraca misyjna. Dziesięć lat to niezbyt wiele, tym bardziej, że misyjne zaangażowanie Kościoła tarnowskiego w Kongo-Brazzaville jest o wiele dłuższe, i co więcej, ubogacone nie tylko pracą 26 tarnowskich misjonarzy podczas ćwierćwiecza, ale nade wszystko uwiarygodnione męczeńską śmiercią ks. Jana Czuby w 1998 roku. Niemniej jednak, dziś większość z tarnowskich kapłanów fidei donum pracuje na kontynencie latynoamerykańskim.6
Zjawiskiem nie tyle symbolicznym, ale rzeczywistym i tworzącym zręby pod fundamenty komunii Kościołów i współpracy misyjnej, były dwie wizyty biskupów tarnowskich na tym kontynencie, a szczególnie w Peru. Bp Józef Życiński odwiedzał swoich wszystkich kapłanów od 7 II do 9 III 1996 roku. Śladem ich misyjnych zmagań podróżował i wizytował ich parafie od 17 XII 2000 r. do 2 I 2001 r. biskup tarnowski Wiktor Skworc. Już dziś wiadomo, że pośle on kolejnych misjonarzy do Peru! Mamy pewność, że nic i nikt nie dowartościuje pracy misjonarzy diecezjalnych tak, jak wizyta ich własnego biskupa. W dobrze pojętej teologii misji i odpowiedzialności za Kościół to właśnie biskup jest pierwszym misjonarzem!
W nowym wieku dla misji trzeba przyspieszyć kroku, aby ożywić misyjną współpracę. Jan Paweł II wyraźnie zaznacza w liście apostolskim Novo millennio ineunte, że misje nie mogą być tylko sprawą specjalistów, ale powinny być sprawą całego Ludu Bożego (por. NMI 40). Obszary pomocy misjom są wielorakie i dają realne możliwości każdemu z nas do współpracy.
Pomoc duchowa. Każdy chrześcijanin rozumie, czym jest łaska Boża w życiu człowieka. Pierwszą więc pomocą dla braci misjonarzy i dla tych, którym głoszą Ewangelię, jest modlitwa. Solidarni w modlitwie, możemy im dać wiele każdego dnia. Modlitwa osobista może być tysiącem modlitewnych strumieni, które włączą się w rzeki liturgicznych modlitw Kościoła w diecezji tarnowskiej i w Polsce.
Pomoc moralna. Trzeba nam samym żyć autentycznie Ewangelią tak, aby misjonarze mogli odwoływać się do szlachetnych wzorców postępowania tych, spośród których wyszli, wtedy, kiedy mają mówić o trwałości rodziny, o szlachetności powołania kapłańskiego i zakonnego, o uczciwej pracy czy o życiu duchowym i religijnym.
Pomoc materialna. Misje to wieloaspektowa, a czasami i bardzo kosztowna praca. Nie brak jest nam informacji o projektach misyjnych, formacji katechetów, budowach sakralnych i cywilnych. Misje to jednak nie sprawa jałmużny, sponsoringu czy litości, ale to sprawa wiary. Dlatego pomoc materialna wiernych nawet niewielka, ale szlachetna i regularna może wiele posłużyć tej sprawie. To właśnie ofiarność wiernych tworzy zasadniczy fundusz misyjny, ten uniwersalny Papieskich Dzieł Misyjnych czy dzieł partykularnych np. diecezji tarnowskiej.
 
Na zakończenie
 
Po tak wielu wyliczeniach nazwisk, miejscowości i dat pozostajemy sami ze sobą, w myśl prawdy, że każdy chrześcijanin na mocy sakramentu chrztu i bierzmowania jest „misjonarzem”. Analiza misyjnej sytuacji zawsze powinna prowadzić do poprawy naszych postaw misyjnych. Nigdy nie możemy o tym zapomnieć, a nade wszystko nasze życie chrześcijańskie musi wyrażać troskę o właściwy kształt współpracy misyjnej, tak jak tego oczekuje od nas Jan Paweł II, przypominając, iż niezmierzone są horyzonty misji i w służbie misji trzeba zaangażować wszystkie siły (por. RMis 1). Jakże inspirująco i z nadzieją brzmią słowa jednego z biskupów filipińskich, który powiedział między innymi: „Wierzymy, że każda chrześcijańska wspólnota - rodzina, sąsiedztwo, każda parafia i diecezja, każda wspólnota zakonna, każdy chrześcijanin muszą być „misjonarzami”, ponieważ stanowią część misyjnego Ciała Chrystusa na ziemi”.7
Pozostaje jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, mianowicie działalność Diecezjalnego Dzieła Misyjnego, które ma swój prawny zapis w dekretach IV Synodu diecezji tarnowskiej. To dzięki niemu była i wciąż jest możliwa praca tarnowskich księży nie tylko w Peru. W zasadzie to diecezja zapewnia w wielu wypadkach byt materialny, kupno potrzebnych samochodów, bilety lotnicze czy doraźną pomoc w razie choroby. Relacja ta nie jest sprawozdaniem finansowym, ale koniecznie trzeba wyrazić wdzięczność tysiącom naszych wiernych z diecezji tarnowskiej za ich ofiarność, a wielu duszpasterzom za budzenie ducha misyjnej współpracy w swoich parafiach. Tarnowscy misjonarze zawdzięczają dużo swoim kolejnym biskupom, ale także tym, którzy od lat tworzyli klimat misyjnej współpracy w diecezji: ks. prał. Adamowi Nowakowi, ks. prał. Antoniemu Kmiecikowi oraz obecnemu wikariuszowi biskupiemu ds. misji ks. Krzysztofowi Czermakowi i jego licznym współpracownikom, często anonimowym.
Ośmielmy się podejmować nasze misyjne zadania i obowiązki, ufając, że Chrystus pośle poprzez Kościół tarnowski coraz to nowych misjonarzy. Zróbmy pierwszy krok, bo nawet już niewielki, ale odważny krok w sprawach misji poszczególnego kapłana czy wiernego coś zmienia. W tej dziedzinie każdy ma jakiś talent, a może ma ich więcej niż myśli!
 
ks. Jan Piotrowski
Głoście Ewangelię 3(2001), s. 7-15.