Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko



Walka z Ewangelią przyczyną ewangelizacji

Polityczny kontekst podjęcia pracy przez księży tarnowskich w Republice Środkowoafrykańskiej

Chronologicznie rzecz biorąc historia regularnych wyjazdów księży diecezji tarnowskiej na misje do Republiki Środkowoafrykańskiej sięgają 1978 roku, kiedy bp Jerzy Ablewicz udał się z wizytą do swoich księży pracujących od 1973 roku w Kongo-Brazzaville. Wówczas Bangui, stolica Republiki, a właściwie Cesarstwa, znalazła się na szlaku podróży Tarnowskiego Biskupa. Podróż samolotem zaczęła się w Rzymie, gdzie Biskup Tarnowski spotkał się z byłym sekretarzem Kongregacji Ewangelizacji Narodów kardynałem Bernardynem Gantin, który ciesząc się, że pierwszy biały biskup odwiedzi Kongo, poradził zatrzymać się u abp. Oriano Quilici – delegata apostolskiego w Kongu i w Czadzie, a jednocześnie pro-nuncjusza apostolskiego w Republice Środkowoafrykańskiej. Przebywając więc w Bangui jako gość nuncjusza w grudniu 1978 roku, bp Jerzy Ablewicz miał okazję złożyć wizytę ówczesnemu arcybiskupowi Bangui – Joachimowi Ndayenowi. Ten pierwszy kontakt pozwolił biskupowi Afryki odnowić znajomość z bp. Jerzym Ablewiczem w październiku 1980 roku przez napisanie listu, w którym prosił o ekipę dwóch lub trzech księży z Tarnowa. W liście była przedstawiona propozycja objęcia konkretnej parafii w samym Bangui lub oddalonym o 160 km od stolicy Bossembélé. List ten jednak był tylko pośrednią okolicznością, która sprowadziła księży diecezji tarnowskiej do Republiki Środkowoafrykańskiej. Kontekst ich przyjazdu był polityczny, a związany z osobą ks. Józefa Ziobronia, proboszcza w parafii Jezusa Zmartwychwstałego w Brazzaville.

Praca apostolska w parafii Jezusa Zmartwychwstałego w Brazzaville

Parafię w dzielnicy „Plateau des 15 ans” w stolicy Konga w roku 1976 powierzył tarnowskim misjonarzom ks. Józefowi Ziobroniowi i ks. Stanisławowi Pawłowskiemu jeszcze kardynał Emil Biayenda. Proboszczem został ks. Józef Ziobroń i był nim do opuszczenia Konga. Funkcję tę objął po krótkim, dwumiesięcznym pobycie w parafii św. Piotra Clavera prowadzonej przez zakonników kanadyjskich w Bakongo, gdzie przebywał w celu przyswojenia języka francuskiego, a przede wszystkim miejscowego języka lari.
Duszpasterstwo w nowej parafii prowadzone było na dobrym poziomie. W roku 1983 wspólnota parafialna dysponowała czterdziestoma katechistami, którzy wśród dzieci i młodzieży mieli 680 wychowanków na różnym stopniu przygotowania do sakramentów. Wielką wagę w parafii przywiązywano do liturgii. Trzecim wymiarem duszpasterstwa była parafialna Caritas. Prowadziła ona nawet mały dom dla starców, opiekowała się dziećmi kalekimi, wdowami i starcami zamieszkującymi na terenie parafii.
Obok tej tradycyjnej działalności duszpasterskiej, ks. Józef Ziobroń rozwinął inną, związaną z inteligencją. Dostrzegał, że jest to grupa jakby na marginesie życia Kościoła w stolicy kraju. Nie było księży zajmujących się tylko studentami i dorosłą inteligencją. Było dla niego oczywiste, że Kościół musi się zbliżyć do ludzi tej warstwy społecznej i to nie tylko będących chrześcijanami. Był przekonany, że chrześcijańska inteligencja stanowi część życia Kościoła, a środowisko jakie tworzy jest ważnym elementem w społeczeństwie – stąd skierowanie na tę grupę wysiłków ewangelizacyjnych nie podlegało dyskusji.
Dla studentów, jako przyszłej inteligencji kraju organizował debaty. Na spotkania zapraszał pisarza, profesora, lekarza lub innego ciekawego prelegenta, w obecności których toczyły się dyskusje. Te spotkania były oczywiście inwigilowane przez wysłanników ówczesnej władzy. Ich regularność nie została naruszona, gdyż tematyka nigdy nie dotyczyła wprost filozofii marksistowskiej czy najnowszej historii.
W mocy tego przekonania ks. Józef Ziobroń utworzył przy parafii wielkich rozmiarów i oferującą niezbywalne wartości księgarnię, która była pierwszą katolicką księgarnią w Brazzaville, a z czasem najbardziej znaną. Książki były w niej dostępne w różnych językach, a ich tematyką była przede wszystkim religia i filozofia, również wydania krytyczne dotyczące zagłuszającego życie społeczne i religijne Afrykańczyków – marksizmu.
Można więc w niej było dostać Biblię w kilku językach, książki o charakterze biblijnym i ogólno religijnym w komiksach. Wymiar inkulturacyjny księgarni wyrażał się w rozprowadzaniu pozycji o błogosławionych Afrykankach: Bakkicie (Sudan) i Annuaricie (Zair). Księgarnia dysponowała książkami belgijskiego filozofa Smedt’a (La philosofie aficaine) czy hiszpańskiego jezuity Calveza (Le marxisme). Po zakup książek przychodziło wiele studentów. Interesowała ich literatura z dziedziny filozofii antymarksistowskiej, również książki pisane po rosyjsku. Książki sprowadzane były przeważnie z Paryża, ale również z Kinszasy.
Władze oczywiście dowiadywały się o zawartości regałów i zaplecza księgarni. Od czasu do czasu zaczęto dokonywać nieoczekiwanych wizyt i konfiskowano niektóre książki. Tak na przykład skonfiskowano „Le pelerin russe”, pozycję znaną w Polsce pod tytułem „Opowieści pielgrzyma rosyjskiego”.
Sam ks. Ziobroń nosił Biblie i książki na uniwersytet im. Mariena Ngouabiego, gdzie był studentem literatury. Ten przemyślany krok ułatwiał mu żywe kontakty ze studentami. Książki rozprowadzane były przez młodzież w pociągu i na ulicach. To wszystko nie podobało się władzom i składało się na to, że jego osoba znalazła się na cenzurowanym.

Racja bezpieczeństwa

Na wiosnę 1986 roku ks. Józefowi Ziobroniowi, pracującemu w stolicy Konga Brazzaville, zaczęto robić problemy z odnowieniem wizy pobytowej. W związku z tym, ówczesny arcybiskup Brazzaville Barthélémy Batantu interweniował u władz państwowych, w dyrekcji generalnej Urzędu Bezpieczeństwa. W odpowiedzi otrzymał list od szefa tego Urzędu, że wiza ks. Józefa Ziobronia nie może być odnowiona „ze względu na racje bezpieczeństwa”. Ksiądz Józef Ziobroń przebywał wtedy na urlopie w Polsce. W tym czasie, jeszcze pod koniec maja na posesję parafii Jezusa Zmartwychwstałego w Brazzaville wjechał wojskowy samochód. Oficer wszedł do księgarni zorganizowanej przez ks. Ziobronia i zażądał spotkania z nim. Z powodu nieobecności, wręczył wezwanie na przesłuchanie do Urzędu Bezpieczeństwa jego wikariuszowi ks. Janowi Malickiemu. Ten natychmiast powiadomił swego dziekana ks. Badilę i abp. Barthélémy Batantu, zapytując co ma czynić. Ostatecznie udał się na żądane spotkanie, podczas którego dowiedział się, że na terenie parafii dochodzi do antypaństwowych akcji pod kierownictwem kleru i dlatego ks. Józef Ziobroń,  jako odpowiedzialny za nią jako proboszcz, musi jak najszybciej opuścić na stałe Kongo. Przy okazji urzędnik kongijski zrobił wykład o wdzięczności, jaką misjonarze powinni okazywać Rządowi Kongijskiemu, który ich gości w kraju. Na wiadomość, że dotyczący przebywa w Polsce na urlopie, podniesionym tonem przestrzegł, że jego powrót do Konga groził będzie uwięzieniem. Oficer też zagroził, że wkrótce inni misjonarze będą wydaleni z kraju, jeśli będą prowadzili podobną działalność wywrotową.
Ksiądz Józef Ziobroń przebywający w Polsce, powiadomiony o incydencie, nie ugiął się przed groźbami i powrócił we wrześniu do Konga. Próbował się wycofać do najbliższej parafii na północ od Brazzaville – Masengo. Formą ukrywania się był również pobyt u sióstr Józefitek przy parafii św. Franciszka z Asyżu w Brazzaville.
Miał nadzieję, że w tym czasie, dzięki interwencji różnych osób uda mu się uzyskać potrzebną wizę pobytową. Jego powrót wprawił w strach Arcybiskupa Brazzaville. Próby otrzymania wizy podjął się jednak bp Georges Singha z diecezji Owando, do której ks. Ziobroń miałby się przenieść. Uczynił to listem do dyrektora generalnego Urzędu Bezpieczeństwa, w którym przyznał, że dotyczący sprzedawał w parafii Biblie w języku francuskim, rosyjskim i lingala, ale też zapewnił, że oskarżany nigdy nie napisał żadnego artykułu lub ksiązki, które szkodziłyby krajowi. Zaproponował też, aby przyznano mu krótką wizę na 6 miesięcy, tytułem próby, która poddana by była weryfikacji władzom lokalnym. Biskup zaproponował też możliwość podpisania deklaracji przez ks. Ziobronia, która gwarantowałaby zachowanie oczekiwane przez władze państwowe oraz uświadomił, że kazus wydalenia ks. Ziobronia stanie się pierwszym przypadkiem wydalenia misjonarza w historii Ludowej Republiki Konga i wpłynie na reputację kraju.
Równocześnie bp Singha podejmował próby negocjacyjne drogą prywatną. Ponieważ prezydent pochodził z obszaru jego diecezji, próbował nawiązać kontakt po linii prezydenckiej. Niestety ani negocjacje na drodze oficjalnej, ani starania podejmowane na drodze prywatnej nie dały rezultatu. Okazało się, że całą sprawą kierują Sowieci. Wobec tego aparatu bezsilny był sam prezydent kraju. Swój smutek z powodu wydalenia ks. Ziobronia z Konga bp Singha wyraził w liście do bp. Ablewicza, w którym zaznaczył, że ten misjonarz przez 10 lat odznaczał się gorliwością i przysłużył się Kościołowi w Kongo.
Ostatecznie ks. Józef Ziobroń musiał opuścić Kongo pod koniec grudnia 1986 r., udając się do Polski. Wyjeżdżając z Konga otrzymał od arcybiskupa Brazzaville Barthélémy Batantu zaświadczenie, które było właściwie świadectwem o jego osobie. Dało mu ono otwartą drogę do podjęcia działalności misyjnej w każdym Kościele innego misyjnego kraju. Czytamy w tym piśmie, że „jego gorliwość i zmysł organizacyjny w dziedzinie duszpasterskiej, w której potrafił zaadoptować swój geniusz apostolski do aktualnej rzeczywistości kongijskiego Kościoła, zrobiły z niego księdza skutecznego w działaniu”.

Nowa perspektywa

Swój pobyt w Polsce ks. Józef Ziobroń zaczął od ciężkiej malarii przeżytej w tarnowskim szpitalu, która – według relacji wielu – mogła się różnie zakończyć. Po szczęśliwym jej zakończeniu udał się do Paryża, by dokończyć leczenia, a jednocześnie przygotować wyjazd do innego kraju frankofońskiego w Afryce. Nie skorzystał z propozycji p. Stevanato, dyrektora „Kirche in Not” we Francji, aby zatrudnić się w tej organizacji. Jego decyzja była jednoznaczna: wraca głosić Ewangelię w Afryce. Nie był jednak zdecydowany co do kraju. Wszedł więc w kontakt z trzema biskupami: z Republiki Środkowoafrykańskiej (diec. Bangui), z południa Zairu (diec. Kisantu) i z Kamerunu (diec. Mulundu) , chociaż ostateczną decyzje pozostawiał bp. Jerzemu Ablewiczowi. Ostatecznie bp Ablewicz zdecydował, że nowym krajem, w którym podejmie pracę będzie sąsiadująca – podobnie jak Zair i Kamerun – Republika Środkowoafrykańska. W liście, w którym z „Magnificat” na ustach arcybiskup Bangui – Joachim Ndayen dziękuje za decyzję posłania do jego diecezji ks. Ziobronia, padły już konkretne ośrodki duszpasterskie, które mieliby kiedyś wziąć w swoje ręce księża z Tarnowa.

Ks. Józef Ziobroń przybył do Republiki Środkowoafrykańskiej 31 sierpnia 1987 roku, jako drugi polski misjonarz w tym kraju, a pierwszy fideidonista. Do lutego 1988 roku przebywał w różnych miejscach (Bosembélé, Sibut – niższe seminarium, Njuku) na nauce miejscowego języka sango. Następnie objął parafię św. Antoniego w Bimbo na przedmieściach Bangui. Na przyjazd drugiego księdza z Tarnowskiej diecezji musiał w sumie czekać 11 miesięcy.
Decyzja bp. Jerzego Ablewicza o wyjeździe misjonarzy tarnowskich do Republiki Środkowoafrykańskiej była stosunkowo łatwa (choć był to już trzeci kraj świata, na który otwierał diecezję, a jego dewizą biskupią było nie rozpraszanie misjonarzy). Przemawiała za nią jednoznacznie sytuacja ks. Ziobronia. Mimo wszystko decyzja znowu należała do odważnych. Z jednej strony przemawiał za nią kazus – wyrzuconego, ale pełnego chęci oddania się ewangelizacji w Afryce – misjonarza, oraz poznanie z autopsji przez Biskupa Tarnowskiego migawek z życia tamtych ludzi godnych pomocy misjonarskiej. Z drugiej, abp Ablewicz stanął przed powtórną decyzją , gdy dowiedział się, że jest to kraj o trudnym dostępie pocztowym, z którym Polska nie miała umowy w tym sektorze życia publicznego. Transport zaś drogą morską praktycznie nie wchodził w grę, bo najbliższy port Douala w Kamerunie oddalony jest o setki kilometrów. Stąd też przyjazd drugiego misjonarza pozostawał przez jakiś czas pod znakiem zapytania. Musiał on na ostateczną decyzję biskupią czekać przez trzy miesiące. Za nią jednak poszła natychmiast następna i już w chwili przyjazdu drugiego księdza do Bimbo wiadomo było, że w jesieni 1989 roku dojedzie trzeci. Tu znowu zweryfikowała się troska o to, aby misjonarze nie byli w pojedynkę, a nawet, jeśli to możliwe, tworzyli trzyosobowe zespoły.

Potem poszli inni

Pierwszymi misjonarzami tarnowskimi w Republice Środkowoafrykańskiej byli więc księża, którzy osiedlili się w parafii św. Antoniego w Bimbo: ks. Józef Ziobroń, ks. Krzysztof Czermak (od 1988 r.) i ks. Marek Muszyński (od 1989 r.). Potem zaczęli regularnie przybywać inni. W roku 1991 do tego kraju przybył ks. Eugeniusz Szyszka. Przyjazd ks. Mirosława Gucwy i ks. Marka Mastalskiego w 1992 roku związany był z otwarciem nowej misji w Bohong w diecezji Bouar. Dwa lata później do Bimbo przybył ks. Bronisław Kowalik, a w 1997 roku ks. Jerzy Bubułka i ks. Stanisław Wojdak. Wraz z nimi wyjechała misjonarka świecka p. Elżbieta Wryk. Kolejna dwójka tarnowskich misjonarzy dotarła do Republiki Środkowoafrykańskiej w 1999 roku: ks. Mieczysław Pająk i ks. Marek Dziedzic. W roku 2000 przyjechała druga misjonarka świecka: p. Zofia Bieryt. Ostatnią ekipę fideidonistów tarnowskich wyjeżdżających do tego kraju stanowiło czterech misjonarzy przybyłych w 2002 roku: ks. Sławomir Głodzik, ks. Piotr Boraca ,  ks. Stanisław Kuczaj i ks. Jacek Kwiek. Po nich na półtora roku dojechała lek. med. p. Dominika Salamon, a w roku 2004 – lek. med. p. Zofia Kaciczak. Organizowały one rozpoczęcie działalności szpitala w Bagandou.
Na początku 2007 roku w Republice Środkowoafrykańskiej obecnych było dziesięciu tarnowskich księży. Pracowali oni w trzech diecezjach, w sześciu różnych placówkach. Inni opuścili ten kraj , podobnie jak wszyscy świeccy.

Narzędzie w rękach Boga

Nie łatwo dostrzec, że obecność księży tarnowskich w Republice Środkowoafrykańskiej ma rodowód „polityczny”. Nasuwa się tu biblijny obraz kamienia węgielnego, który choć został odrzucony, stał się zaczynem czegoś nowego, zmieniającego ludzkie serca. Ks. Ziobroń odsunięty od ewangelizacji w Kongo przez jej przeciwników, został zaprowadzony przez Opatrzność tam, gdzie ludzie czekają na prawdę wypływającą z Ewangelii. Stał się on pionierem wśród misjonarzy tarnowskich w tamtym kraju, którzy obecnie w liczbie dziesięciu pracują w sześciu placówkach. I tu znowu Opatrzność posłużyła się rękami ludzi bezbożnych do zaniesienia Ewangelii ludziom, którzy nie chcą żyć bez Boga, ale na poznanie Jego prawdziwego oblicza czekają.
Do owego rodowodu „politycznego” przybycia księży tarnowskich do Republiki Środkowoafrykańskiej należy dodać jeszcze jeden fakt, który w całej tej historii nie jest chyba zwykłym przypadkiem. Otóż po zgłoszeniu się na misje do Konga ks. Józef Ziobroń został przeznaczony do pracy na północy tego kraju. Miał zasilić przebywającą kadrę tarnowskich misjonarzy w diecezji Fort-Rousset. Dopiero nie długo przed wyjazdem dowiedział się, że miejscem jego przyszłej pracy misyjnej jest Brazzaville. Do tego dochodzi jeszcze drugi fakt, o którym rzadko kto wie. Otóż ks. Józef Ziobroń był w pierwszej „puli” misjonarzy, którzy zgłosili się na misje do Konga. On jednak nie wyruszył do Ludowej Republiki Konga w pierwszym „rzucie”. I to bynajmniej nie dlatego, że było ich za wielu. Kandydaci byli bardzo potrzebni, tak że w przypadku ks. Stanisława Jeża bp Ablewicz taki wyjazd wręcz sam proponował. Dlaczego ks. Józef Ziobroń nie pojechał z pierwszymi? Być może dlatego, że rozpoczął pisanie swej pracy doktorskiej, albo z powodu niewielu lat kapłaństwa. Ostateczną odpowiedź na to pytanie zabrał ze sobą do grobu bp Jerzy Ablewicz. W każdym razie, gdyby ks. Ziobroń wyjechał do Konga w pierwszej grupie misjonarzy tarnowskich, podjąłby pracę misyjną na północy, daleko od Brazzaville, a tym samym daleko od możliwie najlepiej zorganizowanych w tym czasie w Ludowej Republice Konga służb bezpieczeństwa.
Rozważając więc cały ten splot wydarzeń moglibyśmy zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie opisana wyżej praca ks. Ziobronia w Brazzaville, nie byłoby księży tarnowskich w Republice Środkowoafrykańskiej. Oczywiście nie jest to wniosek jednoznaczny i całkowicie pewny. Taki się jednak nasuwa, gdy śledzimy historię jednego człowieka będącego narzędziem w rękach Boga.
Warto też zauważyć, na zakończenie ciągu wydarzeń zrządzonych przez Opatrzność, że historia swój epilog osiąga w jeszcze jednym szczególe. Otóż w roku 1991 ks. Józef Ziobroń powrócił na ziemię kongijską i podjął przez kolejne 5 lat dużo trudniejszą niż w Republice Środkowoafrykańskiej pracę misjonarza w niedostępnej diecezji Ouesso. Nie było już tych, którzy czyhali na jego osobę. Był to właśnie rok przeobrażeń politycznych i społecznych na kongijskiej ziemi. Była to Republika Konga, ale już nie ludowa.

Ks. Krzysztof Czermak

Przebóstwiać to co ludzkie. Księga pamiątkowa ku czci Księdza biskupa Władysława Bobowskiego, red. S. Sojka, J. Stala, Tarnów 2007, wyd. Biblos, s. 473-480.